piątek, 12 kwietnia 2013

Manga "Akumetsu" - libertarianim czy anarchizm?

Kto z nas nie chciałby mieć supermocy? Któż nie chciałby wpływać na bieg dziejów dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom? Kto odmówiłby, gdyby zaoferowano mu/jej możliwość naprawy wszelkiego zła? Okej, znalazłoby się z całą pewnością całe mnóstwo ludzi, których taka perspektywa szczególnie nie pociąga (w tym ja), lecz faktem pozostaje, że jedyny nasz kontakt z supermocami będzie pośredni, a odbywać się będzie za pośrednictwem medium, jakim są książki, filmy, komiksy, itd. Taką podróż w krainę technologii (bo tak jest w tym przypadku) przedstawia manga Akumetsu.

Najpierw parę słów o fabule, bo, chociaż nie będzie głównym przedmiotem mojego eseju, jest ona całkiem interesująca. Bohaterem naszej opowieści jest Shou Hazama, choć chyba bardziej adekwatne byłoby po prostu nazywanie go „Shou”. Shou, na pierwszy rzut oka znudzony swoim życiem i roztargniony nastolatek, w rzeczywistości należy do terrorystycznej organizacji Akumetsu (co tłumaczy się jako „niszczyciel zła”). Co bardzo charakterystyczne, organizacja ta składa się wyłącznie z klonów Shou. Każdy z nich ma rzecz jasna swoje własne imię, ale żaden nie jest jednostką w tym sensie, że stanowi efekt klonowania i ma wielu „braci”, z którymi w pewnym sensie dzieli świadomość. Nie jest to jednak świadomość grupowa, bowiem polega na tym, że w momencie śmierci świadomość każdego klona wraca do „źródła”, głównego komputera będącego „dyskiem twardym” gromadzącym wszystkie dane w mózgu poszczególnego Shou, co pozwala na stworzenie nowej, ulepszonej, bo posiadającej wiedzę, umiejętności i zdolności poprzednika, wersji klona. Innymi słowy, każdy Shou jest w pewnym stopniu „osobny”, jako że prowadzi oddzielną egzystencję od reszty, ale informacje przez niego posiadane gromadzone są na wspólnym „dysku”, który stanie się udziałem każdego nowego klona powstałego po zabiciu (samobójstwie) poprzedniego. Można więc stwierdzić, że Shou jest w pewnym stopniu nieśmiertelny.


Co do jego motywów: powodowany osobistymi doświadczeniami postanawia „oczyścić” Japonię z ludzi odpowiedzialnych za jej obecny, recesyjny stan: wszelkiej maści polityków, którzy, wynosząc swoje osobiste korzyści ponad interes ogólny, przyjmowali i wręczali łapówki, organizowali sfingowane przetargi, zmawiali się z innymi kolegami politykami w celu spekulacji cenami ziemi, itd., słowem: doprowadzili państwo na skraj upadku. Żeby ukryć swoją tożsamość, przywdziewa celu maskę oni – japońskiego demona i pod pseudonimem Akumetsu wyrusza na terrorystyczną akcję, zaś za każdym razem jego celem jest morderstwo jednego ze skorumpowanych oficjeli. I jakkolwiek działania Akumetsu zawsze są brutalne i okrutne, przestrzega on pewnego kodeksu: „one man, one kill” (jeden człowiek, jedno zabójstwo), co oznacza, że w akcji ginie wyłącznie cel („brudny” polityk) oraz sam Shou, który poświęca swoje życie, żeby spełnić zadanie.

Moim zdaniem sama fabuła jest wystarczająco ciekawa, żeby zainteresować się mangą, a „pod spodem”, między wierszami również poruszane są równie ciekawe wątki, choćby transhumanizm, pytanie o istotę człowieczeństwa czy wpływ państwa na gospodarkę. Ja jednak chciałbym przyjrzeć się innemu tematowi, mianowicie moralności postępowania Akumetsu, i odpowiedzieć na pytanie, czy jego działalność przestępczą da się uzasadnić na gruncie systemu etycznego libertarianizmu albo anarchizmu, które z największym prawdopodobieństwem odpowiadać będą przedsięwzięciu owego pogromcy zła. Bardzo krótko, chcę tylko zarysować swoją wątpliwość.

Przyjrzyjmy się, jakie mamy fakty, które są istotne dla libertariańskiego stanowiska:
  1. Akumetsu jest mordercą, tj. zabija ludzi.
  2. Akumetsu działa z pobudek moralnych, tj. zabija tylko tych ludzi, którzy jako politycy dopuścili się licznych nadużyć.
  3. Akumetsu przestrzega specyficznego kodeksu, zgodnie z którym ginie tylko cel (polityk), żadna inna osoba nie może zostać zabita.
  4. Przed wykonaniem wyroku Akumetsu przedstawia swojej ofierze jej przewinienia, żeby wiedziała, za co jest odpowiedzialna i za co ponosi „karę”.
Wiemy, że libertarianie samych morderstw nie pochwalają, opierając się na przypominającej trochę Kantowską „złotą regułę” zasadzie nieagresji („aksjomat nieagresji”). Polega ona na tym, że jednostce nie wolno inicjować przemocy wobec innej jednostki; wolno jej zaś bronić się przed każdą inicjacją przemocy przeciwko niej. Wszystkie inne, tj. nieagresywne, zachowania są dozwolone i jako takie nie podlegają karze. Abstrahując od sensowności niniejszej zasady, stwierdzić trzeba, że w każdym przypadku przedmiotem analizy powinno być to, kto jest agresorem, czyli „kto zaczął”. „Aksjomat” jest więc przynajmniej w pewnym stopniu kazuistyczny. W kwestii działalności Akumetsu przyjrzeć się musimy, czy działania Akumetsu nie naruszają integralności cielesnej innych jednostek w sposób w libertariańskim porządku bezprawny.

Fakt nr 1 wskazuje nam kierunek naszej analizy i na pierwszy rzut oka świadczy o tym, że Akumetsu jest faktycznie agresorem. Wparowuje do budynku, bierze zakładników, zastrasza, grozi, czasem rani, a zawsze trzyma na muszce, a na koniec zabija. Chociaż czy na pewno musimy uznać go za agresora? Walczy przecież przeciwko państwu czy też raczej – przeciwko jego przedstawicielom, którzy, korzystając z publicznych pieniędzy, dopuścili się rozlicznych malwersacji, i którzy naruszyli credo urzędnika publicznego, tj. działanie na rzecz dobra wspólnego (fakt nr 2). Państwo nie jest zatem złe per se lub po prostu wściekłość Akumetsu nie jest skierowania przeciwko państwu jako takiemu, lecz konkretnym politykom odpowiedzialnym za upadek gospodarki. Na samym początku Akumetsu, czytając gazetę, mówi: „Ach, to prawdziwa ruina... Zadłużona Japonia ma deficyt budżetowy rzędu 700 bilionów jenów, bankructwo, bezrobocie... Wzrost deflacji w wyniku strukturalnej recesji, itd., itd. Jeśli policzyć, nie ma temu końca”. Za ten stan Akumetsu wini spaczone „partnerstwo publiczno-prywatne”, wykorzystywanie pozycji politycznej do zapewnienia sobie prywatnych korzyści. I teraz pytanie: czy politycy ci dopuścili się agresji? Czy złamali podstawową libertariańską zasadę? Trudno stwierdzić. Zdecydowanie politycy ci ukradli publiczne pieniądze, a także za pomocą spekulacji i łapówek zaburzyli normalny tok konkurencji rynkowej. Pierwsza ofiara Akumetsu tak usprawiedliwia swoje zachowanie: „Gdyby nie my, biurokraci rozdzielający budżet, to państwo ani by drgnęło! To właśnie robimy! Harujemy za śmiesznie małą rządową pensję!”. Niemniej jednak, ich wina jest jasna i niepodważalna: „Gdy główny bank miejski musi zrównoważyć finansową stratę, to skąd biorę się na to pieniądze?”/ „Z podatków!”/ „Teraz rozumiem. Pieniądze z podatków należą do obywateli. Nie są twoje” (fakt nr 4). Innymi słowy, nie wahali się dochodzić do swoich celów po trupach. Również moralnie byli odpychający: handel ludźmi, prostytucja, wykorzystywanie słabszej pozycji przetargowej ludzi znajdujących się niżej na drabinie społecznej, sporadycznie nawet morderstwa. Zwrócić trzeba uwagę, że śmierć ponosili tylko i wyłącznie ci właśnie „źli” biurokraci, nikt inny (fakt nr 3), choć nie da się ukryć, że w sytuacji samoobrony Akumetsu nie wahał się skrzywdzić innych ludzi (ale nigdy zabić). 

Odpowiadając jednak na postawione powyżej pytanie: trudno stwierdzić, czy zbrodnie Akumetsu można usprawiedliwić na gruncie libertarianizmu. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę proporcjonalność. Podejście to sprowadzać się będzie do stwierdzenia, że z jednej strony politycy ci faktycznie winni są przestępstwa kradzieży i za to powinni zostać ukarani, z drugiej zaś kara powinna być proporcjonalna do popełnionego przestępstwa. Czy mamy w omawianym przypadku do czynienia z proporcjonalnością? Czy zastosowane przez Akumetsu środki można uznać za konieczną, ale i wystarczającą zapłatę za dane przestępstwo? W pewnym stopniu na pewno tak. Kradzież środków publicznych gromadzonych z kieszenie obywateli z całą pewności przyczyniła się do śmierci pewnej liczby ludzi, którzy w newralgicznych sytuacjach nie mogli pozwolić sobie np. na lekarza, albo zapożyczyli się u gangsterów, przez co zgniotły ich ogromne odsetki. Nie można też wątpić, że za taką kradzież powinna być surowa kara, bo kwoty były bardzo często gigantyczne, takie, o jakich przeciętny człowiek może tylko marzyć, a posłużyły one do niecnych występków, a sama kradzież jako nieuprawniona dystrybucja pieniądza z jednej kieszeni do drugiej z perspektywy gospodarczej była kontrproduktywna, przyczyniając się do pogłębienia kryzysu ekonomicznego, w jakim znalazła się Japonia. Ale są to efekty pośrednie, wynikające co prawda z działań owych polityków, ale bardzo często przez nich nieuświadomione. Czy można karać za nieświadome skutki naszych działań? Zdecydowanie tak, liczy się wszakże sam czyn polegający na inicjacji agresji, która w tym przypadku miała miejsce. Czy to wystarczy, żeby usprawiedliwić działania Akumetsu? Jeszcze nie. Musimy użyć jakiegoś miernika proporcjonalności. Ważna jest bowiem kwalifikacja czynu: czy jest to jeszcze kradzież, czy już morderstwo? Jeśli przyjmiemy, że zapłatą za przestępstwo jest dokonanie tego samego czynu wobec sprawcy (oko za oko), dojdziemy do wniosku, że kradzież danej sumy musi zostać okupiona oddaniem tej sumy, a morderstwo – zabiciem sprawcy.

Z tej perspektywy działania Akumetsu mogą wydawać się usprawiedliwione, ale sprawa nie jest tak prosta. Wynika to z faktu, że we wszystkie akcje organizowane przez Akumetsu wplątani są inni ludzie. Powstaje zatem pytanie: czy przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna wobec innych ludzi jest uzasadniona samym ich przebywaniem w określonym miejscu o określonym czasie oraz ich chęcią pomocy ofiarom przestępstw Akumetsu? Na pierwszy rzut oka w tej sytuacji można by dojść do wniosku, że Akumetsu jest tu faktycznie agresorem nawet w wypadku, gdy wykonywanie przez niego kary na politykach uznamy za uzasadnione. Narusza on bowiem integralność cielesną dobrych samarytan, co prawda w samoobronie, ale ci rzekomi agresorzy są zazwyczaj święcie przekonani, że osoba przez nich broniona jest ofiarą bezprawnej przemocy ze strony zamaskowanego osobnika. Z drugiej zaś strony, Akumetsu jest uprawniony do samoobrony – jest to jego nieodłączne prawo, którego nikt nie może mu odmówić. Jeśli nawet jego wykonanie może pozostawać wiele do życzenia pod względem proporcjonalności (strzał w nogę, przekłucie stopy mieczem samurajskim, itp.), to w świetle wszystkich tych informacji przekonywać powinno wyjaśnienie, że Akumetsu mógł zastosować wszelkie środki, które uznał za stosowne, do oddalenia zagrożenia, jakie stanowiły dla niego osoby trzecie. Choć też nie do końca. Trzeba pod uwagę wziąć, iż każdy człowiek ma również prawo do przedsięwzięcia w ramach swojej wolnej woli działań, które uchronią ofiarę bezprawnej agresji („bezprawnej” według dobrego samarytanina) od negatywnych jej skutków. I te dwa prawa: prawo Akumetsu do wymierzenia sprawiedliwości oraz prawo osób trzecich do obrony ofiar kolidują ze sobą w tym przypadku. Niemniej jednak, żeby zapobiec sytuacji, w której każdy jest sędzią we własnej sprawie, spór powinno się poddać pod arbitraż bezstronnego sędziego.
Znacznie prościej jest w anarchizmie. Tam mamy tylko jeden fakt:
  1. Państwo.
I bum!

Fin.
**************************

Fragmenty z mangi na podstawie tłumaczenia z: http://centrum-mangi.pl/Akumetsu/

2 komentarze:

fatbantha pisze...

Z łaski swojej wrzuciłem wieści o tej notce w temacie dotyczącym rozkmin o okołolibertariańskiej koszerności dzieł (pop)kulturowych.

https://libertarianizm.net/threads/gwiezdne-wojny-a-kwestia-propertaria%C5%84ska.3939/#post-71256

Zobaczymy czy będzie odzew. Ja może coś jutro skrobnę.

Trikster pisze...

Dzienki. Za jakiś czas zalinkuję w temacie manga/anime, czy cuś.
Skrobnij coś.

Prześlij komentarz

Polub blogaska

Wystąpił błąd w tym gadżecie.