środa, 27 czerwca 2012

Krytyka Fisha stanowiska Dworkina - zarys debaty


Ronalda Dworkina idea prawa jako interpretacji
Ronald Dworkin jest jednym z najbardziej popularnych i najwybitniejszych filozofów prawa. Swoją pozycję zawdzięcza przede wszystkim dwóm książkom, które zrobiły furorę na scenie filozoficznej w ogólności, a w szczególności filozofii prawa. Te książki to: Biorąc prawa poważnie oraz Imperium prawa. W pierwszej z nich, ujmując w skrócie, Dworkin przedstawia swoją własną propozycję, zgodnie z którą prawo, jakie jest przedmiotem wykładni sędziowskiej, stanowi konglomerat całkowicie różnych kategorii: reguł, zasad i wymogów polityki prawnej. Sędzia w procesie wykładni nie może brać pod uwagę wyłącznie reguł w rozumieniu Harta, tzn. zawierających określone polecenia konkretnego zachowania (reguły pierwotne) oraz nadających władzę publiczną lub prywatną i prowadzących do powstania lub zróżnicowania obowiązków (reguły wtórne); musi uwzględniać dodatkowo takie normy postępowania, które powinny być przestrzegane z tego powodu, że wymaga tego sprawiedliwość czy moralność (zasady) albo które wyznaczają pewien cel polityczny do osiągnięcia (wymogi polityki prawnej). Pomysł Dworkina, co widać dość wyraźnie, sprzeciwia się redukcjonistycznemu pojmowaniu prawa, jakie jest udziałem stanowisk pozytywistycznych. W drugiej zaś swojej najważniejszej książce amerykański filozof rozbudowuje swoje podejście, ubierając je w bardziej interpretacjonistyczne szaty. I właśnie ten aspekt myśli Dworkina interesować mnie będzie najbardziej w tym artykule. Najpierw zostanie poddany on analizie, a następnie skrytykowany z perspektywy postmodernistycznej, której przedstawicielem będzie tutaj Stanley Fish.

Koncepcję prawa Ronalda Dworkina często określa się mianem hermeneutycznej. Nie czyni się tego bez powodu. Dworkin zrywa bowiem zarówno z prawnonaturalizmem, jak i z pozytywizmem prawniczym na rzecz ujęcia, zgodnie z którym prawo jest bezsprzecznie interpretacyjne1. Stoi on na stanowisku, że powszechnie w prawie przyjmuje się dwa poglądy na to, czym jest prawo czy, bardziej dokładnie, jaki sens powinniśmy nadać twierdzeniom prawnym. Co sprawia, że twierdzenia prawa są prawdziwe albo fałszywe? O czym one w ogóle mówią? Z jednej strony mamy koncepcję, że twierdzenia te są deskryptywne, czyli mówią o tym, jak się sprawy mają w prawie, a nie jako powinny być. Niemniej jednak, problemy pojawiają się już wtedy, gdy zadamy pytanie: co tak naprawdę opisują twierdzenia prawnicze? Nie jest przecież tak, że dane zdanie jest prawdziwe tylko przez wzgląd na tekst prawny. Z drugiej strony przedstawia się pogląd, że twierdzenia prawne nie są ze swej istoty opisowe, lecz wyrażają to, jak nadawca chciałby, żeby prawo wyglądało. Zgodnie z tym podejściem, twierdzenia prawne są sformułowaniami preferencji nadawcy, zdają one sprawę z jego poglądów co do obiektywnej moralności czy też politycznej konieczności. „Jest jednak lepsza alternatywa: twierdzenia prawa nie są po prostu bezpośrednim opisem historii prawnej ani po prostu ocenami abstrahującymi od tejże historii. Stanowią one interpretację historii prawnej, łącząc w sobie elementy zarówno deskrypcyjne, jak i normatywne”2.

Interpretacja
Dworkin określa taką interpretację mianem „konstruktywistycznej”: „interpretacja konstruktywistyczna polega na przypisaniu obiektowi lub praktyce celu po to, by uczynić z nich tak doskonały, jak to tylko możliwe, przykład formy lub gatunku, do jakich się zalicza”3. Interpretacja konstruktywistyczna jest pewną szczególną odmianą interpretacji; jest to mianowicie interpretacja twórcza, opisująca „pewien schemat interesów, celów i zasad, które ta praktyka może wyrażać lub które może ilustrować jako przykład”4.
Interpretację tę należy pojmować odmiennie niż prawnicy mają w zwyczaju. Nie chodzi o odkrycie tego, co miał na myśli autor (takie podejście nie byłoby niczym innym, jak zmodyfikowaną wersję pozytywizmu prawniczego). Trzeba odseparować samą interpretację od intencji nadawcy i analizować ją jako „ogólną działalność, rodzaj wiedzy, biorąc pod uwagę inne aspekty tej działalności”5. W interpretacji nie chodzi bowiem o odkrycie celów jakiejś osoby, grupy czy wspólnoty; interpretacja „zmierza do nadania celu tekstowi, danym lub tradycji”6.

Przedsięwzięcie łańcuchowe
Dworkin przedstawia praktykę interpretacji jako „przedsięwzięcia łańcuchowe” (chain enterprises) lub „powieść łańcuszkową” (chain novel). Swoją teorię oparł na analogii do gier łańcuchowych lub powieści awangardowych, choć w przeciwieństwie do tych dziedzin uczestnicy przedsięwzięcia łańcuchowego biorą swoje zadania bardzo poważnie i odpowiedzialnie. Przedsięwzięcie to polega tym, że grupa powieściopisarzy bierze udział w pewnym projekcie, do którego każdy z nich ma napisać jeden rozdział. Żeby ustalić, kto napisze rozdział pierwszy, drugi, itd., ciągną losy. „Osoba, która wyciągnęła najniższy numer pisze rozdział otwierający powieść, przekazując go następnie kolejnemu numerowi, który dodaje rozdział, zdając sobie sprawę, iż raczej dodaje rozdział do tej powieści niż rozpoczyna nową, itd.”7. Powstać ma powieść, która będzie tak dobra, jak to tylko możliwe (co wskazuje nam omówiona poniżej hipoteza estetyczna).
Każdy kolejny powieściopisarz ma coraz bardziej utrudnione zadanie: nie tylko musi on stworzyć rozdział, lecz także musi ustalić, czy napisany przez niego tekst jest spójny z poprzednimi; nie może przecież całkowicie zerwać z pracą swoich poprzedników i zacząć pisać nową powieść. W tym celu musi przeczytać wszystkie rozdziały, zdecydować, jakie motywy kierują postaciami w powieści, jaki jest jej temat przewodni, itd. „Teraz na każdym pisarzu oprócz pierwszego spoczywa podwójna odpowiedzialność: interpretowania i tworzenia”8. Pisarz taki dysponować musi pewną wizją dotyczącą tego, jak ma wyglądać ostateczna wersja powieści, musi posiadać teorię, która obejmować będzie bohaterów, zwroty akcji, tematykę, itd. Jego spojrzenie na poprzednie rozdziały musi być wielopoziomowe; tylko to bowiem może zapewnić spójność powieści.
Możemy w tym zakresie mówić o dwóch wymiarach: o wymiarze odpowiedniości i wymiarze estetycznym. Pierwszy sprowadza się do spójności i integralności. „Nasz pisarz nie mógłby odwołać się do żadnej interpretacji, niezależnie od tego, jak by była złożona, gdyby sądził, że żaden autor […] nie napisałby w rzeczywistości takiego tekstu, jaki jest interpretowany”9. Nie chodzi jednak o to, że interpretacja musi odpowiadać każdemu fragmentowi tekstu, tylko o to, że najbardziej istotne dla całości powieści kwestie muszą być uwzględnione w interpretacji. Jeśli jednak nie będzie można znaleźć takiego odczytania, które będzie idealnie oddawać centralne punkty w powieści, pisarz „będzie musiał zdać się na interpretację, która uwzględnia większość tekstu, pamiętając jednak, że nie jest ona całkowicie udana”10.
Drugi wymiar, jak wskazuje sama nazwa, dotyczy walorów estetycznych. Chodzi tutaj o tzw. hipotezę estetyczną (aesthetic hypothesis). Stanowi ona co następuje: „Interpretacja tekstu próbuje ukazać, który sposób jego odczytania (lub odsłuchania, lub wyreżyserowania, lub odegrania) przedstawia go jako najlepsze dzieło sztuki”11. Chodzi w skrócie o to, że różnice w interpretacji zależą od uprzednio przyjętej teorii co do tego, co jest wartościowe w literaturze. A zatem liczyć będzie się to czy interpretator uważa, że tekst powinien być w pewien sposób pouczający, że jest ekspresyjny, że umożliwia komunikację. Nie ma jednej poprawnej teorii mówiącej o tym, jak tekst powinien wyglądać. Niemniej jednak, „każdy, kto interpretuje dzieło sztuki opiera się na twierdzeniach teoretycznych o charakterze i innych formalnych właściwościach sztuki, a także na bardziej wyraźnie normatywnych przekonaniach co do tego, co jest dobre w sztuce”12. Niezmiernie ważną konsekwencją hipotezy estetycznej jest to, że teorie interpretacji nie jawią się już jako analizy samej idei interpretacji, lecz jako pewne możliwe odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytanie stawiane przez interpretację. Co więcej, nie można udowodnić, że dana interpretacja będzie prawdziwa lub fałszywa, nie można przedstawić takiego argumentu za danym odczytaniem, że trafi on do wszystkich potencjalnych odbiorców. Nie jest jednak tak, że nie możemy wyróżnić lepszych i gorszych interpretacji. Jednakże, „każdy, kto zostanie wezwany do obrony konkretnego podejścia do interpretacji, będzie musiał oprzeć się na bardziej ogólnych aspektach teorii sztuki, niezależnie od tego czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie”13. Interpretacja jest więc determinowana przez teorię mówiącą, jak powinna ona, choć w pewnym stopniu, wyglądać.

Interpretacja w prawie
Sytuacja ma się identycznie w prawie. Sędzia jest bowiem takim właśnie powieściopisarzem w tym sensie, że musi brać pod uwagę decyzje wcześniejsze, te, które zapadły przed rozstrzygnięciem, które on wyda, struktury, konwencje, praktyki, akty prawne. Słowo „musi” ma tu ogromne znacznie: jest odpowiedzialny za to, żeby jego rozstrzygnięcie nie pozostawało w sprzeczności z poprzednimi, żeby było z nimi spójne tak, że nie pójdzie w zupełnie przeciwnym kierunku. Stoi przed nim zadanie polegające na ustaleniu, co wynika z tych decyzji i jaka, ogólnie biorąc, była wcześniejsza praktyka. Jak ujmuje to Dworkin:

Każdy sędzia jest wtedy jako pisarz w łańcuchu. On lub ona muszą przeczytać, co inni sędziowie w przeszłości napisali, nie tylko po to, żeby odkryć, jakie było ich zdanie lub jaki był stan ich umysłu, gdy to pisali, lecz po to, żeby dowiedzieć się, czego ci sędziowie kolektywnie dokonali w ten sam sposób, w jaki każdy z naszych powieściopisarzy kształtował swoją opinię o wspólnie napisanej książce14.

Sędzia będzie musiał czasem wybrać między dwoma różnymi interpretacjami w łańcuchu. Dokonywać tego będzie na podstawie teorii politycznej, która odpowiadać będzie na te pytania, od których zależeć będzie interpretacja w danym przypadku. „Jeśli sędzia wierzy, że przeważający cel systemu prawnego, główne dobro, jakiemu ma on służyć, są ekonomiczne, zauważy we wcześniejszych decyzjach w sprawach dotyczących wypadków strategię zmierzającą do obniżenia ogólnego kosztu ekonomicznego wypadków”15.
Całkowitym novum wprowadzonym przez Dworkina jest osoba sędziego Herkulesa. Ma on przedstawiać wyimaginowaną figurę sędziego, który posiada nadludzką wiedzę i inteligencję oraz cierpliwość. To właśnie w gestii sędziego Herkulesa pozostaje interpretacja prawa, odczytanie tekstów prawnych. Żeby czynić do odpowiednio, Herkules postępuje metodycznie i starannie, analizuje kolejno wszystkie twierdzenia, bada różne możliwe wyjścia w danej sytuacji. Służą temu opracowane przez niego testy mające ukazać wyjście najbardziej spójne z linią orzeczniczą. Innymi słowy, Herkules działa na podstawie zasad wyznaczonych przez przedsięwzięcie łańcuchowe.
Dworkin sądzi również, że niezmiernie trudno jest dotrzeć do intencji autora, do tego, co autor chciał przekazać, czy w ustawie jako prawodawca, czy w rozstrzygnięciu jako sędzia. Jednakże, w prawie bardzo powszechne jest stanowisko zupełnie przeciwne. Pogląd, zgodnie z którym to właśnie intencja autora, tutaj: intencja prawodawcy, powinna stanowić centralny punkt interpretacji, Dworkin określa mianem teorii „znaczenia twórcy”.

Traktuje on owe [obecne w akcie prawnym – K.Ś.] twierdzenia nie jako zdarzenia istotne same w sobie, ale jako dowód stanów świadomości konkretnych prawodawców, którzy je podnosili, zakładając, że jest on reprezentatywny dla stanów świadomości większości prawodawców, których głosi ustanowiły ustawę16.

Według tej teorii interpretator ma odczytywać komunikacyjną wolę prawodawców, a wnioski, jakie będą wynikać z tego odczytania, będą stanowić intencję samej ustawy. W nomenklaturze Dworkina zgodnie z tą metodą postępuje sędzia Hermes, który od Herkulesa różni się wyłącznie tym, że uznaje teorię „znaczenia twórcy”.
Hermes staje jednak przed bardzo poważnymi problemami. Po pierwsze, intencja autora często jest niezmiernie skomplikowana, a czasem wręcz w jej ramach dojść możemy do zupełnie różnych wniosków. Intencja jest według Dworkina zarazem abstrakcyjna i konkretna; to, który jej aspekt weźmiemy pod uwagę, determinować będzie decyzję, jaką podejmiemy w danej sprawie. Co więcej, aspekty te często są od siebie nieodłączne, stanowią raczej deskrypcje aniżeli osobne intencje. „Wyboru między dwoma deskrypcjami nie można dokonać w wyniku dalszej refleksji co do tego, czym intencja naprawdę jest. Trzeba go podjąć, decydując, że jedna z deskrypcji jest bardziej odpowiednia na podstawie […] pewnego oczywiście politycznego powodu”17.
Po drugie, nawet gdyby udało się statystycznie objąć i zestawić intencje różnych pracodawców i sędziów na przestrzeni czasu, nie byłyby one sędziom w ogóle przydatne w podejmowaniu decyzji. „W każdym przypadku opinia wymaga nowej interpretacji, która nie jest ani wyłącznie historyczna, ani bezpośrednim odzwierciedleniem tego, jak sprawy powinny wyglądać w idealnej sytuacji”18.
Po trzecie, trzeba zadać sobie pytanie: kim są twórcy ustawy? Czyje stany psychiczne należy brać pod uwagę przy ustalaniu intencji?

Każdego członka Kongresu, który ją uchwalił, włączając w to tych, którzy byli przeciwko? Czy myśli niektórych z nich […] są bardziej istotne niż pozostałych? A co z urzędnikami i asystentami, którzy przygotowali wstępny projekt? Co z prezydentem, który podpisał ustawę, czyniąc ją prawem?19

I tak dalej. Wątpliwości w tej mierze nie mają końca, a trudności pogłębia jeszcze to, że trzeba podjąć decyzje, w jaki sposób połączyć te intencje. Jak, przykładowo, należy postąpić w przypadku, gdy intencje wśród autorów były zróżnicowane? Które są ważniejsze, a które można pominąć? I czy, jeśli je pominiemy, to nadal będziemy mogli mówić o „znaczeniu twórcy”?
Po czwarte, co w gruncie rzeczy składa się na samą intencję czy też, innymi słowy, który stan psychiczny przedstawia intencję autora? Chodzi o nadzieje czy o oczekiwania, czy może o coś zupełnie innego? Nadzieje z jednej strony „często nie świadczą o nich [autorach – K.Ś.] dobrze. Smith mógł głosować za ustawą […], ponieważ obawiał się opozycji ze strony lobby ekologicznego w kolejnych wyborach albo dlatego, że wiedział, iż oczekują tego jego wyborcy”20. Sprawa nie ma się lepiej z oczekiwaniami: mogą one dotyczyć przecież czysto egoistycznych pobudek, a więc będą „opierać się na przewidywaniach, które nie mieszczą się w żadnej dającej się zaakceptować teorii interpretacji ustaw”21.
W związku z tym, nie ma szans, żeby metoda powzięta przez sędziego Hermesa odniosła sukces. Według Dworkina adekwatna jest jedynie strategia sędziego Herkulesa, która z jednej strony akcentować będzie integralizm prawa, a z drugiej – brać pod uwagę takie czynniki, jak słuszność, sprawiedliwość czy cele polityki. Jednakże, zagadnienia te, ze względu na odległość od tematu tej pracy, nie zostaną tutaj poruszone.

Krytyka koncepcji Dworkina z perspektywy Stanleya Fisha
Dworkin jest myślicielem wysoce kontrowersyjnym: jego twórczość spotkała się zarówno z bezgranicznym uwielbieniem, akceptacją, jak i ostrą krytyką. Przykładem tej ostatniej jest chociażby stanowisko Habermasa22. Jednakże, podejście Dworkina, jakkolwiek bardzo hermeneutyczne i analityczne, podatne jest na pewne zarzuty także z punktu widzenia Stanleya Fisha. Nie jest jednak tak, że poglądy zaprezentowane przez Dworkina są w całości błędne; w znacznej części pokrywają się ze stanowiskiem Fisha, a tutaj przedstawimy jedynie te, które pozostają z nią w sprzeczności.
Większość zarzutów odnosi się do przedsięwzięcia łańcuchowego, które stanowi punkt centralny koncepcji Dworkina. Po pierwsze, nie można przystać na to, że pierwsza osoba w łańcuchu znajduje się w pewien sposób w diametralnie różnej pozycji niż jej następcy. Dworkin sugeruje, że nie tylko pierwszy w łańcuchu wyłącznie tworzy, podczas gdy kolejni muszą tworzyć i interpretować zarazem, lecz także wolność, jaką cieszy się pierwszy autor jest znacząco większa niż ta, jaką mają ci, którzy po nim następują. „Faktycznie jednak pierwszy autor rezygnuje ze swojej wolności […], gdy tylko zabiera się za pisanie powieści, ponieważ podejmuje swą decyzję pod wpływem tych samych ograniczeń, jakim podlegają pozostali autorzy”23. W jego gestii, to prawda, pozostaje to, jak rozpocznie powieść, lecz nie jest całkowicie wolny w swojej decyzji, bowiem rozpoczynanie powieści możliwe jest tylko w kontekście „zbioru praktyk, które zarazem umożliwiają i ograniczają ów akt rozpoczynania”24. A zatem akt rozpoczynania powieści jest z góry zdeterminowany charakterem tej praktyki, której rozpoczynający powieść się podejmuje. Jego decyzja jest zależna od tego, jak rozumie, czym rozpoczynanie powieści w ogóle jest. Powieściopisarz jest zatem jednocześnie wolny i ograniczony. „Jest wolny, by rozpocząć jakikolwiek rodzaj powieści, jaki chce pisać, lecz jest ograniczony poprzez skończone […] możliwości, które są zawarte w pojęciach «rodzaj powieści» i «rozpoczynanie powieści»”25. Innymi słowy, jego działalność jest zarówno interpretacyjna, jak i twórcza.
Po drugie, sytuacja następujących po nim pisarzy różni się jedynie nieznacznie pod tym względem, że będą oni ograniczeni i wolni w dokładnie ten sam sposób. Każdy z nich będzie musiał bowiem podjąć decyzję dotyczącą tego, w jakim kierunku prowadzić powieść; decyzja ta będzie zaś podejmowana w świetle tego, jaki kształt nadali jej jego poprzednicy. Będzie więc ona bezpośrednio interpretacyjna, gdyż „nie będzie zdeterminowana przez niezależne i wyraźne znaczenie słów, lecz będzie środkiem, poprzez który słowa otrzymują znaczenie”26. Chodzi o to, że pisarze muszą przeanalizować tematy poruszane w powieści i dopiero wtedy „nadają” słowom odpowiednie znaczenia. Praktyka ta jest w nie mniejszym stopniu twórcza, co działalność rozpoczynającego powieść; jest także nie mniej interpretacyjna. Obie kategorie autorów interpretują w świetle tych samych ograniczeń, co oznacza, że ograniczenia te nie są zależne od miejsca, jakie autorzy ci zajmują w łańcuchu. „W obrębie tych ograniczeń ostatni autor jest tak samo wolny w określeniu «kim naprawdę są postacie», jak autor pierwszy”27. Tekst nie jest bowiem tą instancją, do której można się odwołać w przypadku niezgody co do kierunku, jaki powieść obrała. Nie jest możliwe wyodrębnienie faktów, które ostatecznie zadecydują o prawidłowym kierunku, jako że jest on ustalany na podstawie uprzednio przyjętych założeń określających, jaki kształt powieść powinna przyjąć. Interpretacji nie można dokonać z naruszeniem faktów, które znajdują się w tekście, gdyż fakty takie nie istnieją poza tą właśnie interpretacją. Działalność interpretacyjna oznacza więc ustanowienie faktów tekstu; każde odstępstwo od konkretnych, wynikających z interpretacji faktów, prowadzi do powstania innego zbioru faktów. Jednakże, „nie znaczy to, że późniejszy pisarz jest wolny, by decydować, cokolwiek zechce […], lecz że wewnątrz ogólnych zasad praktyki czytania powieści jest tak wolny [i ograniczony] jak każdy inny”28.
Po trzecie, Dworkin popada w oba błędy, których chce uniknąć: realizm prawniczy i konstrukcjonizm. Sądzi on bowiem, że w przedsięwzięciu łańcuchowym, w którym sędzia bierze udział, każde kolejne ogniwo będzie świadome swej odpowiedzialności wobec wszystkich pozostałych uczestników i właśnie to powstrzymywać je będzie od zerwania z kierunkiem, w którym powieść do tej pory zmierzała. Dworkin radykalnie odróżnia tutaj więc drogę zgodną z przedsięwzięciem łańcuchowym oraz drogę, która odbiega od tego rodzaju działalności. Jednakże, podział taki jest błędny z tego względu, że sędzia jako sędzia czy powieściopisarz jako powieściopisarz nie mogą nie brać pod uwagę tego, co nastąpiło przed nimi (bo dopiero takie działanie oznaczałoby zerwanie z przedsięwzięciem łańcuchowym). Jest tak dlatego, że bycie sędzią czy powieściopisarzem pociąga za sobą przyjęcie konkretnych założeń, które są właściwe dla sędziego czy powieściopisarza.

Sędzia, który rozstrzygnąłby sprawę na podstawie tego, czy obrońca miał rude włosy czy też nie, nie zwracałby się w nowym kierunku – po prostu nie zachowywałby się jako sędzia, ponieważ nie mógłby przedstawić uzasadnień dla swojej decyzji, które postrzegane byłyby przez kompetentnych członków wspólnoty prawnej jako uzasadnienia29.

Sędzia nie może więc pójść w nowym kierunku, jeśli sprowadza się on do odejścia od ustanowionego i określonego w danej wspólnocie zbioru przesłanek i poglądów. Taki kierunek nie będzie jednak wcale nowy, gdyż będzie wpisany w samo przedsięwzięcie. Innymi słowy, Dworkin popełnia te same błędy, które zarzuca innym teoriom.
Po czwarte, Dworkin zdaje się nie rozumieć natury interpretacji, tego, czym interpretacja w prawie tak naprawdę jest. Interpretacja jest ze swej istoty retoryczna. Na tej podstawie nie da się więc utrzymać rozróżnienia na wyjaśnianie i zmienianie tekstu (tak samo, jak kontynuowanie w tym samym kierunku i zwrócenie się w nowym). „Wyjaśniać tekst to wskazywać na coś, co nie było mu wcześniej przypisywane, zmieniać go więc poprzez podawanie w wątpliwość innych tłumaczeń, które kiedyś również oznaczały zmianę”30. Sam tekst nie jest wyznacznikiem prawdziwości. Tekst nie mówi, mówić może tylko interpretator czy też tekst za pośrednictwem interpretatora. W związku z tym, wyjaśnianie i zmienianie oraz kontynuowanie w tym samym kierunku i zwrócenie się w nowym nie są nazwami oznaczającymi różne działalności, lecz stanowią jedną kategorię, są dokładnie tymi samymi działaniami. Dworkinem w przeprowadzeniu tej dychotomii powodowało przeświadczenie, że interpretacja jest czymś, co należy ograniczyć. Jednakże, ujęcie to jest niepoprawne z tego powodu, że „interpretacja jest pewną strukturą ograniczeń, strukturą, która z tego względu, że już zawsze jest obecna, czyni niedostępnym niezależny lub niezinterpretowany tekst, a niewyobrażalnym niezależnego, dowolnie interpretującego czytelnika”31. Nie ma więc potrzeby ograniczania czegoś, co jest z jednej strony ograniczeniem, a z drugiej samo jest ograniczone.
Po piąte, Dworkin błędnie pojmuje intencję. Intencja nie jest wyłącznie prywatnym poglądem wyrażanym przez daną osobę w procesie interpretacji. Stanowi ona raczej rezultat tego, że osoba ta bierze udział w danym przedsięwzięciu interpretacyjnym. „[J]akakolwiek intencja, jaką ktoś mógłby mieć, będzie z góry zawierać rozumienie, jakie działania są możliwe dla kogoś biorącego udział w danym przedsięwzięciu”32. Nie ma czegoś takiego, jak intencja konkretnej osoby interpretującej np. tekst prawny; intencja jest wpisana już w samą działalność interpretacyjną. Oznacza to, że interpretując dane dzieło posiadamy uprzednio obmyśloną intencję, która jest właściwa dla praktyki, w której bierzemy udział, niezależnie czy będzie to pisanie powieści, czy wydawanie wyroku sądowego. Co więcej, niemożliwością jest odczytanie czegoś, jeśli nie weźmiemy pod uwagę intencji autora – jak doszedłem do wniosku w rozdziale 2 z osoby autora empirycznego nie możemy zrezygnować, gdyż to właśnie autor sytuuje czytany przez nas tekst w konkretnej praktyce. „[I]ntencja, tak jak wszystko inne, jest interpretacyjnym faktem, to znaczy – musi zostać zinterpretowana. Idzie jedynie o to, że czymś niemożliwym jest nieinterpretowanie jej”33.
Reasumując, Stanley Fish jest znacznie bardziej konsekwentny niż Dworkin w ukazywaniu aspektu hermeneutycznego i interpretacyjnego w prawie. Dowodzi on, że po pierwsze, między pierwszym autorem a kolejnymi nie ma żadnej istotnej różnicy, jeśli chodzi o ich usytuowanie w kontekście wspólnoty interpretacyjnej: obie kategorie autorów muszą przestrzegać wyznaczników, które determinują praktyki, których się podejmują; po drugie, nie ma żadnych, niezależnych od interpretacji faktów w tekście, do których można by się odwołać w przypadku różnicy zdań między sędziami; oraz po trzecie, kierunek, jaki sędzia wyznaczy, gdy przyjmie konkretne założenia, również zależny jest od ustanowionego we wspólnocie zbioru przesłanek i poglądów.


1Przedmiotem mojej analizy będzie tutaj tylko tą częścią myśli Dworkina, w której filozof ten bada przede wszystkim status ontyczny prawa; jako taka analiza przeprowadzona w tej pracy nie rości sobie miana wyczerpującej.
2R. Dworkin, Law as Interpretation, „Texas Law Review”, nr 60, 1982, s. 528.
3R. Dworkin, Imperium prawa, przeł. J. Winczorek, Warszawa: Wolters Kluwer 2006, s. 52.
4Tamże.
5R. Dworkin, Law as Interpretation, s. 529.
6R. Dworkin, Imperium prawa, s. 230.
7R. Dworkin, Law as Interpretation, s. 541.
8Tamże.
9R. Dworkin, Imperium prawa, s. 232.
10Tamże.
11R. Dworkin, Law as Interpretation, s. 531.
12Tamże, s. 533.
13Tamże, s. 536.
14Tamże, s. 542.
15Tamże, s. 545.
16R. Dworkin, Imperium prawa, s. 319.
17R. Dworkin, Law as Interpretation, s. 547.
18Tamże, s. 548.
19R. Dworkin, Imperium prawa, s. 322.
20Tamże, s. 326.
21Tamże, s. 327.
22J. Habermas, Faktyczność i obowiązywanie. Teoria dyskursu wobec zagadnień prawa i demokratycznego państwa prawnego, przeł. A. Romaniuk, R. Marszałek, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar 2005, s. 223-243. W tym punkcie będziemy abstrahować od krytyki Habermasa z tego względu, że Habermas porusza zagadnienia dyskursu i argumentacji, odnosząc je dodatkowo do poruszanych przez Dworkina zasad i reguł oraz sędziego Herkulesa; nas natomiast w ramach tej pracy interesuje przede wszystkim status ontyczny prawa, nie zaś kontekst uzasadnienia i uprawomocnienia.
23S. Fish, Interpretacja, retoryka, polityka, dz. cyt., s. 229-230.
24Tamże, s. 230.
25Tamże.
26Tamże.
27Tamże, s. 231.
28Tamże, s. 232.
29Tamże, s. 234.
30Tamże, s. 242.
31Tamże.
32Tamże, s. 243.
33Tamże, s. 245.

1 komentarze:

smootny clown pisze...

zrezygnuj z linków przy przypisach. Działają tylko dla administratora bloga, dla nikogo więcej (przynajmniej takie mam z tym doświadczenie;)

Prześlij komentarz

Polub blogaska