piątek, 8 lipca 2011

Trzy anarchizmy: anarchizm interpretacyjny

Anarchizm zdecydowanie nie kojarzy się w powszechnym mniemaniu szczególnie dobrze. Wynika to z rozlicznych czynników, z których wymienić wypada chęć posiadania konkretnych, jasnych zasad regulujących podstawowe zagadnienia życia społecznego czy też wątpliwości dotyczące przejścia stąd tam; innymi słowy – problemy wynikające z zaprezentowania pozytywnej koncepcji społeczeństwa anarchistycznego. Anarchizm, jakby nie spojrzeć, boryka się z wieloma trudnościami, które swoje źródło mają przede wszystkim w dążności, przy tym bardzo radykalnej, do zmiany (pojawia się pytanie czy owa zmiana nie podważa samych fundamentów anarchizmu) oraz w dość ograniczonym i redukcjonistycznym pojmowaniu społeczeństwa i jednostki. Nie to jednak stanowi przedmiot tego artykułu, więc w tym miejscu wystarczy zaznaczyć, że, jak ujął to Paul Feyerabend, anarchizm nie jest szczególnie atrakcyjną filozofią polityczną.

Doszedłem tym samym do sedna problemu: anarchizm jest postrzegany jako przede wszystkim filozofia (doktryna, ideologia) polityczna. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie ten rodzaj anarchizmu jest najbardziej obecny w świadomości społecznej. Anarchizm kojarzony jest z brakiem państwa, często brakiem zasad, sprzeciwem wobec kapitalizmu, konsumeranckiego trendu zapewniania sobie szczęścia przez nabywanie dóbr, ambiwalentnym podejściem do własności, apologią wolności i równości, itd. Są to kwestie zasadniczo etyczne. Uprzedzając wszelkie zastrzeżenia, jakoby anarchizm nie był poglądem stricte etycznym, zwracam uwagę, że etykę rozumieć będą tutaj jako język publiczny, odpowiadający na pytania o sprawiedliwość, dobrobyt czy wolność; anarchizm zdecydowanie podpada pod tę kategorię.
Mnie zaś interesować będzie przede wszystkim anarchizm abstrahujący od etyki; anarchizm, który za przedmiot swoich analiz bierze po pierwsze, ontologię, a po drugie epistemologię. Pierwszy aspekt anarchizm nazwę za Andrzejem Szahajem anarchizmem interpretacyjnym (choć moje podejście będzie się w pewnych punktach różnić); drugi zaś określać będę, powołując się na wspomnianego już Paula Feyerabenda, anarchizmem metodologicznym (epistemologicznym). Dopiero na sam koniec rozważę aspekt etyczny anarchizmu, przy czym nie będę odwoływać się raczej do klasycznych anarchistów w osobach Kropotkina, Bakunina i Proudhona, lecz do bardziej współczesnych przedstawicieli ruchu. Co prawda, mówienie o „aspektach” mogłoby sugerować, że chodzi o jedną, dość obszerną filozofię obejmującą anarchizm interpretacyjny, epistemologiczny i polityczny; jednakże, równie dobrze można by uznać, że mowa po prostu o trzech odrębnych stanowiskach, które nie mają ze sobą wiele wspólnego poza powierzchownym podobieństwem słownikowym. Nie będę się tym tutaj zajmować, choć uważam, że dałoby się połączyć je w całkiem zgrabną całość.
Zanim przejdę do właściwych rozważań, przywołać trzeba jeden termin, który spajać będzie poszczególne aspekty (rodzaje) anarchizmu. Terminem tym jest panarchia. Panarchia jest systemem politycznym obmyślonym przez belgijskiego ekonomistę Paula Emileʼa de Puydta, który w 1860 r. wydał broszurę pod tym właśnie tytułem. Jego teoria stanowiła, że każdy powinien móc wybrać między różnymi formami rządów. Przykładowo, jeśli ktoś jest zwolennikiem republiki, będzie miał swobodę podporządkowania się władzy republiki; jeśli ktoś czuję się monarchistą, nie będzie mieć żadnego problemu z uznaniem suwerenności monarchy; jeśli ktoś preferuje anarchię, będzie miał możliwość założyć np. kolektyw, który będzie odpowiadać chociażby za kwestię produkcji. Państwa takie byłyby ekstra-terytorialne, co oznacza, że z jednej strony terytorium takiego bytu nie byłoby stałe, a z drugiej – jednostka mogłaby w każdej chwili odłączyć się od takiego państwa, pozbawiając je tym samym cząstki jego obszaru. Moim zdaniem, jednakże, pogląd ten można rozszerzyć na pozostałe sfery, o których zamierzam pisać. Sądzę bowiem, że zarówno sednem panarchizmu, jak i czynnikiem łączącym różne wspomniane anarchizmy jest nie sprzeciw wobec hierarchii czy wobec władzy w ogólności, lecz swoboda wyboru spośród dostępnych możliwości pod warunkiem pozwolenia innym na dokonanie analogicznego wyboru. Panarchizm oznacza różnorodność, pluralizm. Jest to więc teoria przystająca do społeczeństwa ponowoczesnego z jego wielością często nieprzekładalnych sposobów wyrażania siebie, autokreacji, postrzegania i istnienia. Panarchizm sprowadza się więc do Deleuzjańskiego chaosmosu, „chaotycznego układu cząstek, których ruchu nie jesteśmy z reguły w stanie ani określić, ani przewidzieć” (L. Morawski, Teoria prawodawcy racjonalnego a postmodernizm, s. 30). Ale po kolei, bo o tym dopiero w zakończeniu.

Anarchizm interpretacyjny
Za anarchizm interpretacyjny uznam stanowiska dwóch filozofów amerykańskich: Richarda Rortyʼego i Stanleya Fisha. Jako taki, ten rodzaj anarchizmu jest nierozerwalnie związany ze zjawiskiem postmodernizmu w filozofii. Nie ma tutaj miejsca na szersze rozważania poświęcone temu zagadnieniu, więc na użytek tego tekstu musi wystarczyć stwierdzenie, że chodzi o ten kierunek myśli współczesnej, który bezsprzecznie zrywa z korpusem poglądów oświeceniowych czy też modernistycznych, a więc z dążeniem do poznania obiektywnej, niezmiennej Prawdy, roszczeniem do Absolutu i prymarną rolą Rozumu.
Podstawowym twierdzeniem anarchizmu interpretacyjnego będzie to, że wszystko jest interpretacją; tj. że podstawowym bytem jest interpretacja. Interpretację definiować będę jako tworzenie znaczenia w procesie nadawania sensu (semiozy); interpretacja, jak hermeneutyczne rozumienie, stanowi wymiar bycia człowieka. Interpretacja jest więc funkcją poznania, jego warunkiem i konsekwencją. Z drugiej zaś strony, jest ona najbardziej fundamentalną jednostką kultury, a zarazem jednostką kulturotwórczą – interpretacja niejako zapewnia istnienie tego, co jest poddawane interpretacji (choć nie jest to adekwatne ujęcie); ujmując inaczej i używając języka semiologii, interpretacja wiąże ze sobą znaczące i znaczone w ramach jednej kategorii, jaką jest znak (tekst).
Jest to, jak widać, stanowisko ontologiczne – nie ma niczego poza interpretacją. Jak swego czasu napisałem w innym tekście: dokonujemy aktu interpretacji zawsze wtedy, gdy znajdujemy się w jakiejś sytuacji, a w jakiejś sytuacji znajdujemy się zawsze, niezależnie czy gramy w piłkę, czytamy książkę czy jemy obiad. Nasze usytuowanie w jakimś kontekście z góry określa cele przyświecające naszej interpretacji, znaczenia, jakie nadajemy znakom. Anarchizm interpretacyjny możemy określić inaczej jako paninterpretacjonizm, który to termin, jak się może wydawać, lepiej oddaje to, o co chodzi w opisywanym podejściu. Ja jednak obstawać będę przy nazwie anarchizm interpretacyjny.
Jak się rzekło, jednym z najistotniejszych pojęć w interesującym mnie poglądzie jest kontekst. Co prawda, interpretacji dokonuje zawsze odbiorca, niezależnie czy będzie się to dziać w czasie czytania tekstu literackiego, rozmowy z przyjaciółmi czy spaceru po parku; interpretatorem będzie czytelnik, odbiorca komunikatu i amator przyrody. Niemniej jednak, interpretacja taka nie będzie dowolna z tego względu, że ciężar samej interpretacji spoczywa nie na jednym odbiorcy, lecz na wspólnocie odbiorców, czyli wspólnocie interpretacyjnej. Innymi słowy, to wspólnota jest odpowiedzialna za tworzenie (produkcję) znaczeń, za semiozę. Oznacza to, że interpretacja jest zawsze ograniczona przez kontekst, a znaczenie – określane przez kontekst. Nie chodzi tutaj jednak wyłącznie o to, że w danej sytuacji bardziej odpowiada nam czekolada czarna niż czekolada biała, nasz rozmówca ma czerwoną koszulę czy też książka wydrukowana jest na papierze ekologicznym (co też przecież będzie stanowić i wyznaczać kontekst), lecz przede wszystkim o to, że kontekst, o którym jest mowa, ma wymiar społeczny i kulturowy.
Przekłada się to na fakt, że, jak ujmuje Fish, „[z]naczenia są zarówno subiektywne, jak i obiektywne: są subiektywne, ponieważ stanowią część partykularnego punktu widzenia, a przez to nie są uniwersalne. Są one jednak także obiektywne, ponieważ punkt widzenia, dzięki któremu powstają, jest publiczny i skonwencjonalizowany” (S. Fish, Interpretacja, retoryka, polityka, s. 96). Co więcej, sama rzeczywistość zgodnie z prezentowanym tutaj podejściem jest tekstem. Teksty kultury są tutaj niejako tekstami drugiego rzędu – one same opisują rzeczywistość, która również stanowi tekst, a więc, co oczywiste, interpretację. Jednakże, co niezmiernie istotne, te dotyczące rzeczywistości interpretacje, które zostaną uznane za prawomocne, będą obiektywne w jeszcze jednym znaczeniu. Każda taka interpretacja będzie mogła być przyjęta jako obiektywna, jeśli zostanie zaakceptowana w danej wspólnocie interpretacyjnej. A zatem, jak zostało wspomniane w tekście o monizmie interpretacyjnym, rzeczywistość to wyłącznie opis, który został już uprzednio dokonany (zrywamy więc z dualizmem opis-przedmiot opisu), a dodatkowo powszechnie w danej społeczności zinternalizowany (zwykle w ramach socjalizacji i przekazywany dalej w procesie wychowania). Obiektywność ta ma charakter wyłącznie lokalny i względny, to znaczy wynika z pewnych powszechnie przyjmowanych w danej wspólnocie interpretacyjnej przesłanek i założeń (presupozycji). Można tutaj mówić o progu interpretacji, który determinowany będzie przez konsens wspólnoty dotyczący tego, jakby ujął to Charles Sanders Peirce, które interpretacje będą statystycznie owocne lub prawdziwe. Innymi słowy, wspólnota zapewnia swego rodzaju gwarancję co do faktów z tym jednak zastrzeżeniem, że fakty te również stanowią interpretację (tekst drugiego rzędu). Im taka wspólnota jest bardziej spoista i silniejsza, tym większe szanse będą na konwencjonalizację danych interpretacji, a więc, co za tym idzie, na nadanie im przymiotu obiektywności. „Dlatego też interpretacje odwołujące się do zdrowego rozsądku, wiedzy potocznej, czy też, w najlepszym razie, wiedzy szkolnej będą w szczególności nosić znamiona Obiektywności” (A. Szahaj, Granice anarchizmu interpretacyjnego, s. 20). Z drugiej strony, najbardziej subiektywne będą te odczytania, które będą się odwoływać do kompetencji niewielkich wspólnot interpretacyjnych albo do poszczególnych grup w ramach takich wspólnot; a contrario wobec obiektywności subiektywnością cechować się będą zatem te interpretacje, które nie uwzględniają najbardziej powszechnych czy też najlepiej zinternalizowanych fragmentów układanki składających się na wiedzę, nazwijmy ją, milczącą. Subiektywne interpretacje nie będą ogólnie rzecz biorąc wiarygodne dla całej wspólnoty interpretacyjnej, będą idiosynkratyczne, prywatne.
Innymi słowy, im interpretacja bardziej odwołuje się do treści, które w danej kulturze są obiegowe, czyli im bardziej jest perswazyjna, tym większe będą zasadniczo jej szanse na przygodną kowencjonalizację; przygodną, a więc zarezerwowaną wyłącznie dla konkretnego czasu i miejsca. Zawsze może dojść bowiem do zmiany postrzegania, co implikować będzie zmianę kryteriów, które determinować będą obiektywność interpretacji. Konwencja może się zdekonwencjonalizować; obiektywność może ustąpić miejsce subiektywności i odwrotnie. Przy tym, nowość również jest względna w tym sensie, że, aby doszło do przekształcenia się interpretacji subiektywnej w obiektywną, z jednej strony musi być ona na tyle wyraźna, żeby w ogóle można było mówić o zmianie, a z drugiej nie może być zbyt radykalna, żeby dało się ją zaakceptować w świetle tych samych, przyjętych kulturowo, przedzałożeń. Nie jest, jednakże, moim celem prześledzenie, jak dochodzi do tego zjawiska ani zarysowanie czynników, które mają wpływ na perswazyjność.
Takie stanowisko oznacza, że nie ma jednej poprawnej interpretacji, obiektywnej i prawdziwej, a raczej, że poprawność, obiektywność i prawdziwość to nie cechy samej interpretacji, lecz relacji społecznych w danej wspólnocie interpretacyjnej. Interpretacja będzie odznaczać się tymi właściwościami nie przez wzgląd na jakieś zewnętrzne kryteria, lecz dlatego, że członkowie danej wspólnoty mają takie a nie inne oczekiwania odnośnie samej interpretacji. Warto także zwrócić uwagę, że interpretacja nie będzie mogła być dowolna, jeśli ma aspirować do obiektywności; granicami interpretacji, a więc również naszego anarchizmu interpretacyjnego, będą właśnie „typy oczekiwań, charakterystyczne dla kompetencji kulturowej różnych wspólnot interpretacyjnych” (A. Szahaj, Granice..., s. 25). Można, jednakże, odnieść wrażenie, że obecnie, w ponowoczesnym społeczeństwie, granice znacząco się poszerzyły lub wręcz zanikły. Wynika to między innymi z dyferencjacji kultury, z tego, że rozliczne wspólnoty interpretacyjne weszły ze sobą w kontakt i zaczęły wpływać jedna na drugą. Różne wspólnoty produkują różne interpretacje, które nie istnieją obok siebie, lecz przeciw sobie; ów pluralizm ma ten skutek, że doszło do destabilizacji znaczeń tak, że często wydaje się, iż to, co wcześniej miało walory obiektywności, za chwilę przestanie być akceptowane i stanie się wyłącznie czyimś prywatnym poglądem.
Nie można jednak przystać na to, że granice te całkowicie się zatarły – one nadal funkcjonują, lecz fundamenty, na których społeczeństwo to dotychczas się opierało uległy przewartościowaniu. Anarchizm interpretacyjny jest bowiem stanowiskiem antyfundacjonalistycznym – akcentuje on lokalność każdej wiedzy, jej zmienność w czasie i przestrzeni oraz przygodność poznania. Nie dąży on jednak wyłącznie do zastąpienia jednych podstaw innymi; jego głównym celem jest podważenie dominującego statusu konkretnych podstaw, uczynienie ich niepewnymi, poddanie ich w wątpliwość. „Takie byty jak świat, język czy jaźń wciąż mogą być nazwane; nadal możemy dokonywać wartościowań dotyczących ważności, faktyczności, dokładności i odpowiedniości; w każdym jednak wypadku te byty i wartości […] będą nieodłączne od okoliczności społecznych i historycznych, w których spełniają swoją funkcję” (S. Fish, Interpretacja..., s. 365).
Podsumowując tę część o anarchizmie interpretacyjnym, wypada stwierdzić, że ma on wyraźne konsekwencje dla etyki. Jako że nie istnieje obiektywna interpretacja i z tego względu, że każdy jest uprawniony do przedstawienia swojej własnej, często unikalnej interpretacji, „nie pozostaje nic innego, jak uznać pokojową koegzystencję owych różnych metod, różnych wspólnot i różnych praktyk interpretacyjnych” (A. Szahaj, Granice..., s. 27). A zatem: masz wolność interpretacji, lecz pozwól innym cieszyć się taką samą swobodą. Anarchizm interpretacyjne jest więc zdecydowanie anarchistyczny.

PDF

10 komentarze:

FatBantha pisze...

Super. Czekam niecierpliwie na część o anarchizmie epistemologicznym, który jest mi niezwykle bliski. Napisałeś ją już i teraz skąpo dozujesz wpisy swoim czytelnikom czy jeszcze jest "na warsztacie"? :)

Trikster pisze...

Jeszcze jej nie ruszyłem. :) Umieszczę za jakiś tydzień, może dwa. Dużo pracy. :)

Anonimowy pisze...

Fajny tekst

tylko nie zgadzam się z ostatnim akapitem, taki zbyt optymizowany.

""nie pozostaje nic innego, jak uznać pokojową koegzystencję""
Komu "uznać"? "Nam" czyli komu?
Hmm, weźmy przykład jakiś homofobów, przecież nawet jeśli zdadzą sobie sprawę że ich pogląd na świat to tylko historycznie uwarunkowana interpretacja, to nie znaczy że od razu muszą zacząć lubić gejów. Gdyby ich zresztą polubili przestali by być homofobami. Czyli że ten anarchizm wcale nie jest taki tolerancyjny skoro powoduje eliminację niektórych wspólnot interpretacyjnych .Dla tych co posługują się "mową nienawiści" nie ma miejsca w tej "pokojowej koegzystencji".
A jeśli jest dla nich miejsce to już nie będzie "pokojowej koegzystencji" więc niewiele się zmieni. Triumf ideologii tolerancjonizmu sprawił tyle ze tolerancjonizm z hasłem "nie ma tolerancji na nietolerancji" stał się nowym fundamentalizmem. Tak samo może być z a.i..
Fish połowę książki poświęca temu że teoria nie ma konsekwencji i że świadomość anty-fundamentalizmu nie stawia nas w lepszej pozycji. W tym wypadku wydaje mi się że i a.i. nie ma konsekwencji. W każdym razie nie implikuje tego "masz wolność interpretacji, lecz pozwól innym cieszyć się taką samą swobodą."

Trikster pisze...

Dzięki za komenta, kimkolwiek jesteś. :)

Nam, czyli anarchistom interpretacyjnym. Dlatego tak, sama ta teoria konsekwencji mieć nie będzie (konsekwencji praktycznych), lecz konsekwencje zależeć będą od działań i decyzji tych, którzy przy danej teorii obstają; czyli teoria ma konsekwencje dla tych, którzy ją przyjmują. Oczywiście, nawet przyjęcie tej teorii nie będzie od razu oznaczać, że wyzbędziemy się swoich bardzo prywatnych poglądów, w tym np. homofobii. Nie widzę zresztą żadnego problemu w tym, że ktoś może kogoś nie lubić. Co do tolerancji, oczywiście, że anarchizm interpretacyjny nie jest tolerancyjny, a raczej cecha tolerancyjności w ogóle go nie dotyczy, bo jest ontologią raczej. :) I dopiero ta ontologia ma pewne konsekwencje dla etyki (jak to rozumiem).

Cokeman pisze...

Widzimy rzeczy właściwie właśnie wtedy, gdy robimy z nimi, co chcemy (jako rzeczy rozumie się tutaj obiekty, przedmioty takie jak: Bóg, nasi bliźni, kochanka, książka, zwierzę, itd.). Przeto najważniejsze są nie rzeczy i ich wyobrażenia, lecz Ja sam, moja wola.

Trikster pisze...

Na jakiej zasadzie i podstawie dzielisz widzenie na właściwe i niewłaściwe?

Problem z tym Stirnerowskim podejściem jest taki, że z niejako użytecznościowego punktu widzenia (który Stirner bez wątpienia przyjmuje, był w końcu tłumaczem Smitha i Saya) jednostka robi z rzeczami to, co chce, bo w przeciwnym razie by tego nie robiła. Otrzymujemy więc tautologię: robię to, co robię, bo chcę to robić, czego dowodzi to, że to robię. Niezbyt powalające są te konsekwencje Stirnerowskiego egoizmu, nie? :D

FatBantha pisze...

Sądzę, że Kołk wartościuje po prostu dwie postawy poznawcze. Neutralnego obserwatora, nie ingerującego w to co obserwuje i działacza-przekształcacza.

Ten drugi wg. niego ma przewagę, bo empirycznie wykazuje zrozumienie przedmiotu i jego właściwości, czego dowodem jest to, że przekształca go z formy zastanej do pożądanej. Gdyby błędnie odczytywał wartości "na wejściu", otrzymałby coś niezgodnego ze swoim zamiarem "na wyjściu".

Ale oczywiście mogę się mylić, bo napisane jest to strasznie nieprecyzyjnie i może oznaczać cokolwiek. ;)

Cokeman pisze...

Ja uważam jednakże, iż tylko bezmyślność naprawdę ratuje Mnie od pojęć. Nie myślenie, lecz moja bezmyślność, czy też Ja, Niewyobrażalny, Niepojęty, uwalniam się od opętania.

smootnyclown pisze...

a próbowałeś na to buddyzmu?

Cokeman pisze...

wolę tumiwisizm

Prześlij komentarz

Polub blogaska