czwartek, 9 czerwca 2011

Dualizm a monizm interpretacyjny

Zarysujmy najpierw różnicę. Dualizm, projekt znacznie bardziej rozpowszechniony i częściej przyjmowany w kręgach filozofów, sprowadza się do przeprowadzenia dychotomii „tu – tam”, „ta strona – tamta strona”. Dzieli on dyskurs na dwie sfery: samą interpretację i aprioryzowany, aksjomatyzowany, esencjalizowany przedmiot interpretacji. Monizm z drugiej strony abstrahuje od takiego podziału; w jego ujęciu „zewnątrz” i „wewnątrz” tekstu, obrazu, świata, itp. nie istnieją, co przekłada się na silnie antyesencjalistyczny charakter monizmu oraz, co za tym idzie, sprzeciw wobec apriorycznego podejścia do kontekstu, w którym dokonuje się interpretacji.

Dualizm jest przyswajany w procesie socjalizacji i stosowany bezrefleksyjnie; najwyższy zaś poziom wyrafinowania osiąga w debatach filozoficznych. Dualizm zakłada rozłączny i dychotomiczny podział na np. język – świat, opis – przedmiot opisu, przy czym ten drugi człon (świat, przedmiot opisu) ma charakter danych a priori. Przykładami takich aksjomatyzowanych bytów mogą być np. dialektyczne prawa historii, prawo natury, Bóg czy po prostu świat. Pełnią one rolę instancji rozstrzygających, które przywoływane są w momentach krytycznych. „Same instancje rozstrzygające są, rzecz jasna, nieme, ale osoby posługujące się dualistycznymi technikami argumentacji kreują się na ich autoryzowanych przedstawicieli, namiestników po tej stronie dyskursu”. Co oczywiste, dualizm pociąga za sobą założenie o istnieniu jednej rzeczywistości, jednej prawdy. Implikuje to fakt, że na dane pytanie można udzielić jednej poprawnej odpowiedzi, a więc że prawda jest czymś, czego należy poszukiwać w samym przedmiocie, w jego naturze, esencji, istocie. Dualiści chcą więc przerzucić odpowiedzialność na rzekomo obiektywnie istniejące byty. Jak łatwo można się domyślić, dane a priori nie mogą się mylić, więc ewentualne błędy pozostają po stronie opisu przedmiotu, a nie przedmiotu opisu. Zawsze można bowiem odwołać się do kategorii apriorycznych, żeby rozstrzygnąć pojawiające się wątpliwości. Dzięki takiej procedurze wydawałoby się, że dualizm uodparnia się na krytykę ze strony swoich przeciwników. Nie do końca.
Monizm zbija argumenty dualizmu, wychodząc z zupełnie innych przesłanek. Dychotomia język-świat stanowi tutaj część dyskursu, tj. analizowany jest tutaj zarówno język, jak i świat. Można wręcz stwierdzić, że monizm znosi ten podział w zupełności tak, że opis i przedmiot opisu zostają ze sobą utożsamione w ramach jednej kategorii. Przedmiot nie istnieje tutaj bez opisu; to opis determinuje istnienie przedmiotu, a zatem stanowi on wyłącznie opis, który został uprzednio dokonany. Opisywanie przedstawia się tutaj jako nieustające kontinuum: jeden opis pociąga za sobą kolejny, każdy opis jest jednocześnie kontynuacją poprzedniego opisu. „Opisywanie czegoś to wykraczanie poza opis już osiągnięty, podobnie poznanie czegoś to poznanie wykraczające poza poznanie już osiągnięte”. Monizm zrywa więc z esencjalizmem. „W ramach antyesencjalizmu tożsamość przedmiotu każdorazowo określają opisy zastane, tak zwana rzeczywistość jest zatem ciągle redefiniowana”. Przedmiot poza językiem nie może istnieć, jako że to język konstytuuje rzeczywistość. Nie możemy odwoływać się do zewnętrza niczym do Platońskich idei, które powiedzą nam czy dobrze je rozumiemy. Interpretacja warunkowana jest kontekstem instytucjonalnym, społecznym, kulturowym; kontekst nie jest zaś gotowy, nie czeka na nas, lecz również za swoją podstawę ma kulturę.

Główne źródło: E. Bińczyk, Interpretacja poza dualizmem – monizm interpretacyjny Stanleya Fisha [w:] A. Kola, A. Szahaj (red.), Filozofia i etyka interpretacji, Kraków: Universitas 2007.

PDF

27 komentarze:

23HailEris pisze...

A ja dalej za głupi, żeby pojąć, że to coś innego niż sofistyka :) Według tego co piszesz "przedmiot" ma baaardzo określoną naturę - i mało tego - to ta natura właśnie mówi nam jak powinniśmy z przedmiotami postępować. Jak piszesz, że język konstytuuje rzeczywistość to to nie jest jedna, ustalona prawda i definitywne zdanie na temat natury (niezmiennej) czegoś? Czy co to jest? :) Znowu jest dupa, bo mimo wszystko głęboka metafizyka miałaby decydować o naszych działaniach.

Trikster pisze...

Ale w czym problem? :D Weź sobie takiego Marksa. U niego masz przecież dość wyraźnie, że dialektyczne prawa historii są po prostu dane, niezmienne i absolutne; Marks z kolei ma jedynie je opisywać, przez co niejako jest ich "heroldem". I trzeba zauważyć, że taki dualizm również stanowi pewną strategię retoryczną, w której ciężar argumentu spoczywa raczej na samym przedmiocie niż na opisie.

Zdanie "język konstytuuje rzeczywistość" jest z konieczności dualistyczne z tego względu, że obecnie w filozofii (ale nie tylko) dyskurs jest dualistyczny. Korzystam więc z pojęć właściwych dla dualizmu, żeby ukazać, czym jest monizm. I nie chodzi o to, że coś ma swoją naturę lub jej nie ma - ta kwestia jest w dualizmie otwarta. Bo przecież zawsze można przyjąć, że w danej kulturze dane opisy przyjmowane są za powszechnie przyjęte; ale właśnie - chodzi o opisy, o zniesienie podziału na to, co zewnątrz i na to, co wewnątrz. Można więc przyjąć, że na gruncie monizmu natura jak najbardziej występuje, tyle że nie w postaci podziału na przedmiot opisu i opis, tylko jako jedna kategoria.

Szukasz dziury w całym, jak zwykle, ale moim zdaniem niezbyt zasadnie. :) Co Ty masz z tą naturą? :D Aha, i nie rozumiem ostatniego zdania.

23HailEris pisze...

No i dobra, zgadzam się co do Marksa, ale w takim razie pula twoich filozoficznych przeciwników jest dość ograniczona. Dużo masz takich przykładów we współczesnej filozofii (poza rothbardiańskimi propertarianami - ale co to za wrogowie?:D), gdzie ludzie nie produkują "wiedzy," i "znaczeń" tylko znaczenia przez nich przemawiają? Na marginesie -czy to co Marks pisał nie może być przełożone na język monistyczny? Czy w jakiś istotny sposób zmieniłoby/musiałoby zmienić jego ekonomię polityczną? :)

"Obecnie dyskurs jest dualistyczny" - czyli chciałbyś, żeby usunąć z języka pewne pojęcia/zredukować je do innych? Czy monizm wyklucza stosowanie pewnych pojęć? Bo jeśli mimo wszystko są pewne powody (konwencja) dla których warto się ich trzymać to tworzenie takich kategorii jak monizm/ dualizm będzie jak liczenie aniołów na główce od szpilki. Do tego nawiązuje w ostatnim zdaniu - jeżeli konwencja czy po prostu nawyk kultury jest taki, że używamy kategorii wewnątrz/na zewnątrz, interpretacja/przedmiot, język/świat (taka jest po prostu instytucja) to tworzenie głębszych pokładów teorii, która nie musi wcale wpływać na praktykę oznacza powrót do nużania się w metafizyce - mało pragmatyczne :)

Trikster pisze...

Wcale nie jest taka ograniczona. Przecież odwołania do Boga, nauki, ale przede wszystkim do świata są bardzo powszechne. Przykładowo, sformułowanie "poznajemy rzeczywistość" będzie już dualistyczne, bo to właśnie owa rzeczywistość będzie tutaj rozstrzygająca. A więc o przeciwników nietrudno. :)

Właśnie ciekawa kwestia - czy monizm wyklucza pewne pojęcia? Moim zdaniem na pewno w znacznej mierze tak, ale też zwróciłbym uwagę, że można stosować pojęcia dualistyczne w monistycznym sosie. Będzie to mieć taki skutek, że pojęciom tym nadamy zupełnie inne znaczenie, choć przez wzgląd na konwencję (czy raczej wygodę) nie wydaje mi się, żeby całkowite zrezygnowanie z nich było możliwe.

Ale też nie jest tak, że monizm stanowi jakieś radykalne zerwanie z praktyką w filozofii. Taki de Saussure nie uwzględnia przecież w swoim opisie znaku kategorii desygnatu. Tym samym tropem idzie Eco, jak sądzę również Barthes (czasem) i Foucault, a z całą pewnością Rorty. Zamiast podsumowania: dualizm i monizm to dwie tradycje intelektualne. A więc na gruncie monizmu to dualizm będzie mało pragmatyczny. ;)

fantom pisze...

Ja tylko krótko i nie na temat. Przypadkiem wszedłem w wyjasnienie nazwy bloga, gdzie znajduje się ten fragment

"Ot, choćby mathcore, o którego jednym z najbardziej znanych zespołów poszła fama, że ustala metrum, rzucając kostką."

Chodzi może o Don Caballero??

Trikster pisze...

Hehe, nie. :) Don to, faktycznie, math, ale nie core, tylko rock (przy tym chyba mój ulubiony zespół mathrockowy, ale to może dlatego, że słabo znam gatunek).

Chodzi o The Dillinger Escape Plan. "Podczas układania metrum w utworach, członkowie zespołu rzekomo używają sześciościennej kostki wedle zasad aleatoryzmu".
http://www.darkplanet.pl/Dillinger-Escape-Plan-The-3487.html

23HailEris pisze...

A czy to jest tylko spór językowy? Czy jeśli "świat" to będzie skrót, bo prościej mówić "świat" zamiast "świat" z przydawką "skonstruowany przez ludzki biologiczny aparat poznawczy oraz przefiltrowany przez język, kulturę i doświadczenie " :) zamiast uznać go za odniesienie do jakiegoś wyimaginowanej "natury" i rzeczy samej w sobie? Wtedy można używać pewnych pojęć tak jak do tej pory i robić ogólnie to co się do tej pory robiło? :) O konsekwencje mi się rozchodzi ;)

Trikster pisze...

Nie chodzi tylko o słownictwo, ale przede wszystkim o to, że ten świat, o którym piszesz, w dualizmie będzie pełnić niejako funkcję sądu najwyższego; to do niego będziemy się odwoływać w razie wątpliwości. Czyli możesz sobie mówić "świat", "prawa fizyki" i cośtamcośtam, ale żeby być w zgodzie z monizmem musisz postrzegać te kategorie jako część dyskursu, a nie jako coś zewnętrznego w stosunku do dyskursu.
A więc: retoryka, ale dostosowana do dość szeroko pojmowanego postmodernizmu (w tym sensie, że obejmować będzie też Kuhna, Toulmina, Gadamera, itd.)

23HailEris pisze...

No dobra, retoryka, ok, ja akceptuję to niesamowicie wręcz rewolucyjne twierdzenie, że to wszystko o czym mówimy jest wytworem ludzi ;) Ale dalej nie wiem co to zmienia - nawet jak przeformułujesz wszystko tak, żeby Ci wyszło, że wszystko redukuje się do retoryki - to brak jeszcze informacji o tym co sprawia/jaka powinna być perswazyjna retoryka i jak ona działa, kiedy i dlaczego - i czy ostatecznie nie będzie to tak jak u późnego Fisha, powrót do pojęć prawdy, znaczenia, obiektywności, dowodu, argumentacji, logiki itp. :) Bo one są najsilniiejsze perswazyjnie, no i jako jedyne umożliwiają komunikację :P Tzn. - dalej nie wiem czy redukcja do retoryki coś rzeczywiście zmienia, czy jest tylko zbędną metafizyką, którą można brzytwą uciąć nie tracąc niczego :)

Trikster pisze...

Heh, you miss the point. :) Obserwacja, że jakakolwiek interpretacja sprowadza się do retoryki, jakkolwiek dla mnie mająca dość znaczące konsekwencje, nie jest w ogóle tematem tego artu. Poddaję tutaj analizie dwie strategie retoryczne. Jedna stanowi, że są pewne byty, których nie poddajemy analizie, bo one po prostu są i do których odwołujemy się w, dajmy na to, hard cases. Druga z kolei polega na tym, że te kategorie, które w pierwszej są zewnętrzne, znajdują się niejako z boku, wpisane są w sam dyskurs, składają się na jego część tak samo jak opis.
W ogóle tutaj nie interesuje mnie perswazyjność czegokolwiek - zajmuje się raczej przedstawieniem dwóch odmiennych podejść do argumentacji. I ja naprawdę nie mam problemu (piszę Ci to po raz n-ty chyba :) z tym, że powraca się do pewnych pojęć; szkopuł w tym, że pojęcia te zostały tak przeformułowane, że w gruncie rzeczy poza powierzchownym podobieństwem w wymowie i piśmie niewiele pozostało z tego, co było dawniej. Przykładem niech będzie chociaż prawda. Fish, moim zdaniem, nie tyle powraca do czegokolwiek, co podsumowuje osiągnięcia semiologii, radykalnej filozofii nauki, filozofii postmodernistycznej, itd. Prawda nie jest ujmowana tutaj jako zgodność z rzeczywistością, a więc kategoria zewnętrzna, tylko jako konstrukt społeczny, znosząc podział na zewnątrz i wewnątrz. Serio mam Ci pokazywać jakie implikacje ma takie stanowisko w filozofii? Przykład pierwszy z brzegu: Popper to pierwsze podejście, Kuhn drugie; w pierwszym masz versimilitude, w drugim paradygmat; widzisz różnice? :D

No i nadal nie czaję, o co Ci chodzi z tą retoryką. Czy przyjęcie poglądu o retoryczności komunikacji ujmuje coś? Czy spodziewasz się, że ma to zrewolucjonizować cokolwiek? No i nie wiem, z jakiego punktu widzenia oceniasz retorykę; tzn. skąd wychodzisz, przyjmując, że jest to założenie zbędne? Czy Twoim punktem wyjścia jest np. filozofia analityczna, radykalna filozofia nauki, kartezjanizm? Bo nie mam pojęcia, jak mam Ci odpowiedzieć. :)

fantom pisze...

DEP znam wyrywkowo, za to jeśli podczas nagrywania "Irony Is a Dead Scene" posługiwali się zasadami aleatoryzmu, regularnie wypadałała im szóstka, bo to celująca epka.

jaś skoczowski pisze...

“Zawsze można bowiem odwołać się do kategorii apriorycznych, żeby rozstrzygnąć pojawiające się wątpliwości.”

To zdanie jest świetnym przykładem na to, że podział przez Ciebie podany jest niepełny i dlatego wygodny dla Ciebie. Dualizm i monizm nie są jedynymi opcjami i ja choćby nie pasuje ani do jednej drużyny, ani drugiej. Ale nie tylko ja, wątpię, czy możesz sobie swobodnie zaliczyć Wittgensteina drugiego do którejść z nich, zwłaszcza tego z “O pewności”.
Wątpliwości, związane właśnie z istnieniem niezależnej od języka rzeczywistości, której istota może być oddana przez język nie są rozstrzygalne, ale dalej mogą być rozwiązane, jako samoznoszące się. Jeśliby miało tak być, że przedmiot przedstawiany przez opis jest konstrukcją tego opisu i to by obalało dualizm, to wątpliwość ta miałaby takie samo zastosowanie do opisu relacji między opisem monistycznym relacji przedmiot-opis. Wnioski czy postulaty monistyczne mają więc tę samą wagę, co dualistyczne. Ot po prostu, same siebie potwierdzają, po prostu tym, że są. Wiemy, że i monisci, i dualiści mogą się mylić. Niczego to nie wnosi do dyskusji między nimi, bo żadne z wątpliwości, niezależnie w którą stronę idą, nie są w niej ważne.

“Co oczywiste, dualizm pociąga za sobą założenie o istnieniu jednej rzeczywistości, jednej prawdy. Implikuje to fakt, że na dane pytanie można udzielić jednej poprawnej odpowiedzi, a więc że prawda jest czymś, czego należy poszukiwać w samym przedmiocie, w jego naturze, esencji, istocie.”

To byłaby implikacja tylko wtedy, gdyby na każde pytanie byłaby jedna właściwa odpowiedź, a nie, gdyby mogły by być jakieś jedynie właściwe odpowiedzi na jakieś pytania.

“Nie możemy odwoływać się do zewnętrza niczym do Platońskich idei, które powiedzą nam czy dobrze je rozumiemy.”

Platońskie idee nie muszą służyć usprawiedliwianiu naszych o nich przekonaniach i usprawiedliwianiu jakichkolwiek innych przekonań. Równie dobrze powoływanie się na nie nie będzie usprawiedliwianiem czegokolwiek, ale tłumaczeniem tego. I bez usprawiedliwieńjakaś wspólnota cośtam badająca może uznać jakieś tłuamczenia za lepsze. Przez co one staną się lepsze, bo wyprą inne.

Ja na przykład nie przyjąłbym powoływania się na platońśkie idee jako usprawiedliwienie, bo mam zboczenie eskperymentatorskie, lae jeśli jakiś eksperyment byłby całkiem niezrozumiały dla mnie bez odwoływania się do istnienia bytów idealnych, to byłbym gotów zaakceptować go jako usoprawiedliwienie istnienia takich bytów.

To istotne, bo piszesz o przedmiotach tak, jakby grały tylko rodzaj narzędzia, które używa się tak, że się je wskazuje i w ten sposób się coś uprawomocnia (czyli jako dowodów). A to jest tylko jedna możliwość.

Trikster pisze...

Ależ Jasiu, po pierwsze, wyraźnie piszę, choć dla Ciebie mogę i wyboldować: CHODZI MI O STRATEGIE RETORYCZNE. A więc tak, waga przedstawionych postulatów jest taka sama, ale dzięki za zwrócenie mi uwagi na, łohoho, coś, co zaznaczyłem niemal na początku.

Po drugie, chodzi mi o tych strategii retorycznych ukazanie, a nie o przedstawienie jakichkolwiek dowodów na zasadność którejkolwiek z nich. Dyskusja między nimi średnio mnie w zasadzie interesuje.

Po trzecie, nie interesuje mnie kto do czego wykorzystuje Platońskie idee ani do czego one potencjalnie mogą być wykorzystane. Może być to usprawiedliwienie, może to być wytłumaczenie, może też to być egzemplifikacja. To nie jest dla mnie istotne; chodzi przede wszystkim o to, że ten byt Platoński w jakiejś argumentacji służy właśnie za dowód i ten ich aspekt mnie interesuje.

Po czwarte, wydaje mi się jednak, że są to jedyne dwie możliwości, przy czym może być jeszcze trzecia, ogólnie sceptyczna. Niemniej jednak, ona tak czy inaczej będzie odwoływać się albo do monizmu, albo do dualizmu. Będzie to specyficzny rodzaj schizofrenii, ale ja osobiście nic do niej nie mam. I, jak sądzę, W2 należy właśnie do tej, rozdartej kategorii. A więc są to, jak je rozumiem, stanowiska skrajne, a nie dwa jedyne punkty na kontinuum. I w sumie nie za bardzo wiem, skąd wzięło Ci się przeświadczenie, że proponowany podział jest "albo-albo".

jaś skoczowski pisze...

"I w sumie nie za bardzo wiem, skąd wzięło Ci się przeświadczenie, że proponowany podział jest "albo-albo"."

No to zastanów się, dlaczego przedstawiasz to jako dwa bieguny jakiegoś tam continuum. Przedstawiasz, bo nie widzisz alternatyw, ewentualnie - stanowiska eklektyczne. A tak się skłąda, że nie istnieją poza tym tylko stanowiska eklektyczne. Np. można być realistą nie będąc dualistą, bo można odrzucać epistemologię, którą sobie roisz, a przyjmować realistyczną metafizykę.

"To nie jest dla mnie istotne; chodzi przede wszystkim o to, że ten byt Platoński w jakiejś argumentacji służy właśnie za dowód i ten ich aspekt mnie interesuje."

Może to nie jest dla Ciebie istotne, ale to głównie o Tobie świadczy, nie o charakterze przedmiotów. Przedmioty mogą służyć jako uzasadnienie głównie ze względu na inne woje cechy.

"Dyskusja między nimi średnio mnie w zasadzie interesuje."

A szkoda, bo ujawnia błahość obydwu stanowisk.

"Ależ Jasiu, po pierwsze, wyraźnie piszę, choć dla Ciebie mogę i wyboldować: CHODZI MI O STRATEGIE RETORYCZNE"

Napisz następnym razem, że ostatecznie interesuje w ramach strategii retorycznej wszystko to, co nawet jeśli jest w niej skuteczne, to niewyrażalne. Wtedy będę wiedział, że marnujesz czas i nie będę Ci przeszkadzał.

Trikster pisze...

1. Jak dla mnie realistyczna metafizyka, czyli taka, która zakłada istnienie jakiejś transcendentnej rzeczywistości, będzie dualistyczna. Chyba że chodzi Ci o inną realistyczną metafizykę, ale to wtedy popracuj nad jasnością.

2. Nie stoję na stanowisku, że nie może istnieć coś poza dualizmem i monizmem. Stoję na stanowisku, że takiego poglądu nie znam; a podany przez Ciebie przykład jest cokolwiek kiepski.

3. Nie interesują mnie też w tym tekście ćwierkające ptaszki, ale nie wydaje mi się, żeby był to jakiś zarzut wobec mojego artu.

4. Jasiu, Ty na swoich blogu bzdecisz o różnych pierdołach i ja nic do tego nie mam. Kim Ty niby jesteś, żeby stawiać się tak zasadniczo ponad mną? Wyborny z Ciebie anarchista, łohoho. Chcesz gadać, rób to merytorycznie z łaski swojej.

jaś skoczowski pisze...

"Kim Ty niby jesteś, żeby stawiać się tak zasadniczo ponad mną?"

Facetem, który odróżnia epistemologię od ontologii.

"Jak dla mnie realistyczna metafizyka, czyli taka, która zakłada istnienie jakiejś transcendentnej rzeczywistości, będzie dualistyczna."

Jak dla Ciebie słowo "realistyczna metafizyka" może znaczyć wiele, jednak metafizyczny realizm jest stanowiskiem niezależnym od epistemologii. Natomiast dualizm i monizm o którym piszesz nie są.

"Wyborny z Ciebie anarchista[...]"

Owszem, ale to wiem bez Ciebie. Wiem też, również bez twojej pomocy, że nie piszę bzdetów i dlatego musisz nazwać je bzdetami.

"Stoję na stanowisku, że takiego poglądu nie znam; a podany przez Ciebie przykład jest cokolwiek kiepski."

To ciekawa i nieuzasadniona opinia i obawiam się, czy aby pierwsze nie wynika z drugiego. Przekonanie o istnieniu przedmiotów niezależnych od języka/tekstu/świadomości (nie tratuje tego jako synonimów, ale jako byty związane z ludzką świadomością) to świetny przykład realizmu. Albo obiektywizmu, tylko to drugie słowo porwała jedna pani i wykorzystała je brzydko. I jest to właśnie przykład, który podaje. Po prostu to jest teza ontologiczna - nie "obiektywną rzeczywistość da się poznać niezależnie od ludzkich wytworów związanych ze świadomością" tylko "jest obiektywna rzeczywistość". A przynajmniej nietekstualna.

Trikster pisze...

Jasiu, bzdecisz.
Po pierwsze, monizm i dualizm to ontologia w tym samym sensie, co hermeneutyka filozoficzna to ontologia. Nawet temat jest podobny.
Po drugie, nie znam stanowiska, które byłoby niezależne od epistemologii, cokolwiek to ma znaczyć. Bo ja nie wiem, co ma znaczyć u Ciebie, ale wiem, co znaczy u mnie.
Po trzecie, ten przykład, który podajesz, to wypisz, wymaluj dualizm. Czyli, łorety, ontologia.
I nie fikaj za bardzo; w przeciwnym razie sio.

jaś skoczowski pisze...

"3. Nie interesują mnie też w tym tekście ćwierkające ptaszki, ale nie wydaje mi się, żeby był to jakiś zarzut wobec mojego artu."

I jeszcze jedno - jakieś tezy mogą być usprawiedliwione istnieniem jakiś przedmiotów dlatego, że te przedmioty mają właśnie moc eksplikacyjną i grają nie dającą się pominąć rolę w pragmatyce języka i ogólnie w pragmatyce ludzkiego życia. Nie odwrotnie. Stąd np. tezy uzasadnianiem idei mogą wydawać się dalej wątpliwe.

jaś skoczowski pisze...

"I nie fikaj za bardzo; w przeciwnym razie sio."

Zbladłem, Śledziński zagroził Skoczowskiemu, że go zbanuje. Wiesz co? No wiesz.

"Po drugie, nie znam stanowiska, które byłoby niezależne od epistemologii, cokolwiek to ma znaczyć."

Jeśli twierdzę, że coś istnieje, to nie twierdzę jeszcze nic na temat tego, jak to poznałem.

"Po trzecie, ten przykład, który podajesz, to wypisz, wymaluj dualizm."

Ten: "Dualizm zakłada rozłączny i dychotomiczny podział na np. język – świat, opis – przedmiot opisu, przy czym ten drugi człon (świat, przedmiot opisu) ma charakter danych a priori."? Bo jak Ci się wydaje, że ten, to nie, ten nie. Bo nie stwierdziłem właśnie tego.

Trikster pisze...

1. Nie grożę, ew. sugeruję. Chyba że się poprawisz, choć, sądząc po tym poście, na to się nie zanosi.
2. No brawo. Ale co to ma do rzeczy?
3. A czy to przypadkiem realizm nie zakłada, że istnieje sobie obiektywną rzeczywistość, którą możemy opisywać, analizować, poznawać, itd.? Bo z tego, co ja wiem, to właśnie taka klasyczna teoria prawdy jest częścią stanowiska realistycznego. Ale co ja tam wiem, Jaś rzekł i kuniec.

jaś skoczowski pisze...

"A czy to przypadkiem realizm nie zakłada, że istnieje sobie obiektywną rzeczywistość, którą możemy opisywać, analizować, poznawać, itd.?"

Nie, to dopuszcza nawet sytuację, w której obiekty są nam bliżej nieznane. Także: są opisywalne tylko w sensie pragmatycznym. Dlatego metafizyka może być spekulacją.

"Ale co ja tam wiem, Jaś rzekł i kuniec."

To, że mam racje, to zapewne moja zasługa, ale nie bardzo jestem przekonany, że wina.

"No brawo. Ale co to ma do rzeczy?"

Że wątpliwości nie rozwiewa odwołanie się do apriorycznych, z góry danych bytów, jakoś np. oczywistych, tylko do użyteczności np. takich bytów w wyjaśnianiu czy przewidywaniu.

jaś skoczowski pisze...

A grozić można za pomocą sugestii, że coś się zrobi.

jaś skoczowski pisze...

"Nie, to dopuszcza nawet sytuację, w której obiekty są nam bliżej nieznane."

I także sytuacje, w której są nieopisywalna, zwłaszcza tą.

Trikster pisze...

Aha, ok, nie rozumiem, co do mnie piszesz. Mógłbyś po polsku? I plis, jeśli masz gdzieś bucować, to nie tutaj - tutaj tylko ja mogę.

Odpowiem na to, co zrozumiałem:
"Że wątpliwości nie rozwiewa odwołanie się do apriorycznych"...
Powtórzę: no brawo, ale co to ma do rzeczy? Jeszcze pięć razy i może uda Ci się napisać jasne zdanie. :)

smootnyclown pisze...

uroczo.

Trikster pisze...

Ale o czym mówisz? :)

smootnyclown pisze...

o tym, co powyżej:) Tak tylko rzucam w przestrzeń...

Prześlij komentarz

Polub blogaska

Wystąpił błąd w tym gadżecie.

Blogaski