niedziela, 27 lutego 2011

Prawo bezpaństwowe - teoria w praktyce cz. 1

Czym jest prawo? Na pytanie to filozofowie, prawnicy, historycy starają się odpowiedzieć od stuleci. Przez wieki różne kierunki spierały się ze sobą o hegemonię co do pochodzenia i źródła prawa; wyróżniano koncepcje pozytywistyczne, prawnonaturalne, realistyczne. Obecnie dominuje pozycja pozytywistyczna, według której prawo można określić jako zespół reguł ustanowionych przez państwo, które państwo to może egzekwować dzięki przysługującemu mu przymusowi; wynika to z funkcji państwa, jaką jest zapewnienie porządku publicznego. Przymusowość jest jedną z immanentnych cech państwa. Przymus państwowy odróżniany jest od innych form przymusu dzięki dwóm właściwościom: skupieniu (może być on stosowany tylko przez działające z prawem organy państwa) i sformalizowaniu (jest on ujęty w procedury przewidziane przez prawo). Prawo ma być instrumentem sprawowania władzy publicznej, ramą, w której poruszają się rządzący oraz wyznacznikiem obowiązków i uprawnień obywateli. Prawo jest również zjawiskiem społecznym. Powstaje ono w grupie społecznej, jaką jest państwo, jest formułowane przez społeczeństwo za pośrednictwem instytucji państwowych, a jego funkcjonowanie uzależnione jest od społecznego przyzwolenia dla prawa. Od czasów Oświecenia można mówić o tzw. państwie prawnym, która to koncepcja jest dziś obowiązująca. Według niej, państwo samo narzuca sobie pewne więzy, określa granice władzy publicznej, jej kompetencje, zadania i tryb działania. Można stwierdzić, iż w państwie takim decyzje władcze muszą opierać się na prawie. Celem takiego typu organizacji państwowej ma być ochrona obywatela przed despotyzmem władz. Jak widać, prawo jest nierozerwalnie powiązane z państwem, stanowi jego nieodłączną część, do tego stopnia, że chciałoby się stwierdzić, że bez państwa prawo nie może istnieć. Pogląd ten rzekomo potwierdzają historyczne przesłanki, jak i fakt, że obecnie to państwo zdominowało całą przestrzeń prawną. Nawet w środowisku wolnościowym stanowisko to zdaje się dominować. James Buchanan i Gordon Tullock określają anarchię jako "Hobbesowską dżunglę", John Hospers twierdził, iż w anarchii "skoro nie ma państwa, to nie ma prawa", a Ayn Rand uważała , że "anarchia, jako zagadnienie polityczne, jest naiwną bezprzedmiotową abstrakcją (…) społeczeństwo bez zorganizowanego rządu znalazłoby się na łasce pierwszego lepszego przestępcy, który wtrąciłby je w chaos potyczek między bandami". Czy jednak stanowisko o nierozłączności prawa i państwa nie idzie za daleko, czy nie jest uzurpacją? Czy teorii prawa bez państwa nie odrzucono zbyt pochopnie i opierając się na niesprawdzonych przesłankach? W artykule tym postaram się odpowiedzieć na te pytania, przedstawiając argumenty teoretyczne i praktyczne w obronie jednej z koncepcji prawa bezpaństwowego (czy też: pozapaństwowego), jaką jest prawo policentryczne.

Odpowiedzmy najpierw na pytanie zawarte w pierwszym zdaniu powyższego akapitu: czym jest prawo? Za Lonem Fullerem, amerykańskim jurystą, uznaję, że prawo to inicjatywa podporządkowania ludzkiego zachowania pewnym regułom. Prawo jest zatem swego rodzaju celową działalnością przedsiębraną przez jednostki w celu uregulowanie pewnych zachowań, a nie, jak głoszą pozytywiści, aktem suwerena, jakim jest państwo. Idąc dalej, czym jest prawo policentryczne? Jak wskazuje sama nazwa, zakłada ono współistnienie na jedynym obszarze konkurujących ze sobą porządków prawnych. Zgodnie z tym systemem, prawo nie jest oparte o terytorium, a o zgodę jednostek, konsumentów, których akceptacja reguł jest jednocześnie źródłem prawa. Prawo policentryczne jest zatem sprzecznym i alternatywnym systemem do prawo państwowego, monocentrycznego (tj. takiego, którego definiującą cechą jest obszar). Tom Bell argumentuje, że w zakres prawa policentrycznego wchodzą dwie kategorie: prawo zwyczajowe i prawo prywatne (a ściślej: prawo produkowane prywatnie, lecz ze względów stylistycznych używać będę tego pierwszego pojęcia). Prawo zwyczajowe to takie prawo, które powstaje na dłuższej przestrzeni czasu, nie posiada określonego twórcy i zlewa się z innymi, występującymi paralelnie do niego zwyczajami. Prawo prywatne, z kolei, wyrasta z intencji stron i odróżnia się tym od prawa zwyczajowego, że strony świadomie zgadzają się na przestrzeganie jego reguł. Są one uznawane nie dlatego, że stoi za nimi siła jakiejś instytucji, ale dlatego, że jednostka, mając na względzie rozmaite korzyści, zgadza się na zachowanie zgodne z nimi, pod warunkiem, że inne jednostki też się tak będą zachowywać. Policentryzm nie odnosi się do kwestii monopolu prawnego; logiczną wydaje się możliwość istnienia monopolistycznego prawa policentrycznego. W tej pracy będę jednak uznawać porządek policentryczny za synonimiczny z, jak ujął Randy Barnett, prawem niemonopolistycznym.

Praktyka
Przyjrzyjmy się teraz historycznym przykładom prawa policentrycznego. Przedstawienie tego zagadnienia pozwoli nie tylko na zobrazowanie, jak prawo policentryczne funkcjonowało i co oferowało społecznościom, które je przyjęły, ale umożliwi również wyciągnięcie wniosków z istniejących w historii porządków prawnych, dopasowanie ich do współczesnej sytuacji społeczno-ekonomicznej i przedstawienie całościowego modelu prawa policentrycznego, tj. ukazanie, jak prawo policentryczne mogłoby funkcjonować dziś. Wydaje się, że znaczna część prawa przedpaństwowego cechowała się policentryzmem; wieloośrodkowość jest również jednak możliwa w ramach państwa - określam to jako prawo pozapaństwowe, jako że drugi ośrodek prawny znajdował się poza terytorium państwa lub wywodził się z inicjatywy prywatnej.
Poniżej opisane zostały trzy przykłady, jak kształtowało się prawo policentryczne na przestrzeni dziejów. Oczywiście, przypadków istnienia porządku prywatnego prawa jest znacznie więcej, a do najbardziej znanych i znaczących należą: opisywany przez Davida Friedmana i Rodericka Longa system islandzki, porządek irlandzki będący przedmiotem badań Josepha Pedena oraz występujące w Wielkiej Brytanii borhy. W tej pracy przedstawiam mniej znane i często pomijane przykłady: Papuasów Kapauku, lex mercatoria oraz prawo Dzikiego Zachodu. Wybór został jednak dokonany świadomie; każdy z opisanych przypadków zaistniał w zupełnie innej sytuacji politycznej. Kapauku wykształcili swój system prawny w stanie całkowitej anarchii; nie można mówić o państwie per se, rozumianym jako "organizacja w społeczeństwie, która próbuje utrzymać wyłączność przy użyciu siły i przemocy na danym terenie; w szczególności zaś jest jedyną organizacją w społeczeństwie, która uzyskuje swoje dochody nie z dobrowolnych datków czy płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu". Występuje co najwyżej, stosując terminologię właściwą dla Alberta J. Nocka, rząd, będący upostaciowieniem "społecznej mocy" mający za zadanie umożliwiać wzajemną, pokojową koegzystencję jednostek. Lex mercatoria z kolei funkcjonowało razem z prawem państwowym. Te dwa porządki prawne, ufundowane na zupełnie różnych podstawach, współistniały ze sobą i wzajemnie się tolerowały, choć jurysdykcyjnie prawo państwowe przedstawiało roszczenia do spraw rozstrzyganych w sądach kupieckich. Nie miało to jednak wpływu na pokojowość relacji. Ostatni z przykładów, prawo Dzikiego Zachodu odróżnia się tym od wymienionych wyżej, że stanowi porządek prawny będący emanacją dobrowolnych działań jednostek i przez to pozostający w sprzeczności z uzurpującym sobie nadrzędność prawem państwowym. Można mówić o stanie wojny między tymi dwoma systemami; co więcej, prawo Dzikiego Zachodu można określić mianem prawa antypaństwowym, czarnostefowym, kontrekonomicznym. Jak pisze Samuel Edward Konkin: ""[C]zarny rynek" jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego". Jest ono więc swoistym ewenementem i dlatego stanowi przedmiot mojego szczególnego zainteresowania.

A. Kapauku
Pierwszym przykładem systemu prawnego odznaczającego się brakiem jednego ośrodka prawodawczego jest prawo Kapauku, papuaskiego plemienia żyjącego w zachodniej Nowej Gwinei. Kapauku podzieleni byli według pokrewieństwa. Rody wchodziły jednakże ze sobą, ze względów bezpieczeństwa i wygody, w porozumienia. Ustrojem politycznym właściwym dla Papuasów była anarchia, tj. brak instytucji państwa. Zamiast niego, występowali tzw. tonowi, najbogatsi, a co za tym idzie - najbardziej obrotni i darzeni największym szacunkiem. Jak pisze Popsil, tonowi jest "jednostką posiadającą ogromne ilości, służących za pieniądze, muszli ślimaków, pokaźny kredyt, kilkanaście żon, około dwudziestu świń, rozsądnie duży dom i wiele pól uprawnych". Tonowi musieli odznaczać się nie tylko mądrością, ale i zdolnością zjednania sobie pobratymców; najlepszą ku temu drogą było okazywanie szczodrości. Zawarcie kontraktu z danym tonowi polega na przyjęciu pożyczki przez zainteresowanego; umowa taka może być zerwana przez każdą ze stron. Tonowi był jednocześnie prawodawcą i sędzią; jego rola prawodawcza ograniczała się jednak do wydawania precedensów, jako że prawo oparte było w przeważającym stopniu na zwyczaju.
Każdy członek plemienia należał jednocześnie do kilku grup, m. in. domostwa, rodziny, rodu, konfederacji; w każdej z tych grup podlegał innemu systemowi prawnemu, innym zbiorom reguł i sankcji. Można by domniemywać więc, że pomiędzy tymi systemami dojdzie do konfliktu. Nie miało to jednakże miejsca; problem ten rozwiązano następująco: jako że każdy mógł być sądzony tylko przez tego tonowi, któremu podlegał i z którym zawarł umowę, dysputę pomiędzy dwoma Papuasami rozsądzał tonowi z najniższej, zrzeszającej obie strony, grupy. Przykładowo, jeśli strony w procesie należały do jednej rodziny, spór rozsądzano na poziomie rodziny; jeśli pochodziły z jednego rodu, rozsądzał ich tonowi na poziomie rodu, itd., aż dochodzimy do konfederacji, której tonowi uznać możemy za najwyższego sędziego. Nie istniały jednakże apelacje od jednego poziomu do drugiego, wyroki były więc ostateczne. Jedynym sposobem na wyrażenie dezaprobaty z powodu orzeczonego wyroku było zerwanie kontraktu z danym tonowi.
Proces u Kapauku prowadzony był zawsze według takiego samego schematu. Zaczynał się od głośnej kłótni, w której powód oskarżał pozwanego o popełnienie jakiegoś czynu, czemu ten ostatni zaprzeczał. Celem owej głośności było zwrócenie uwagi i zebranie w jednym miejscu jak największej ilości ludzi, w tym przynajmniej jednego tonowi. Tonowi przysłuchiwał się wymianie zdań, zeznań i przysiąg; nie mógł jednak pozwolić, żeby dyskusja zmieniła się w bójkę lub, co gorsza, wojnę. Dopuszczenie do takiej sytuacji dowodziło nieudolności danego tonowi; zdarzało się to niezmiernie rzadko - na 176 sporów obserwowanych przez Pospisla jedynie 5 przerodziło się w walkę na kije, a jeden - w wojnę. Po tej fazie, tonowi rozpoczynał śledztwo - gromadził dowody, przesłuchiwał świadków i strony w sporze, przeszukiwał scenę przestępstwa, po czym przechodził do tzw. boko duwai, czyli procesu podejmowania decyzji. "Podsumowywał wtedy całość dowodów, odwoływał się do ważnych zasad i precedensów i sugerował, co powinno być uczynione".
Jeśli członek plemienia został uznany winnym, skazywano go na karę, zwykle pieniężną. Często zdarzało się, że oskarżony płacił orzeczoną w kontrakcie sumę lub odszkodowanie. Jako że priorytetową wartością była wolność jednostki, odrzucano karę więzienia oraz kary cielesne. Jednakże, czasami tonowi orzekał karę alternatywną: pieniężną albo cielesną; jej wybór należał do poszkodowanego. W tym przypadku kara cielesna polegała na obiciu głowy i ramion osądzonego, który mógł się jednak bronić i w razie potrzeby kontratakować; zwykle poddawano się karze bez próby obrony. Przy części przestępstw uznano, iż odszkodowanie jest niewystarczającą karą i odwoływano się do fizycznej eliminacji jednostki. Pozbawienie życia miało zwykle miejsce podczas zasadzki, żeby po pierwsze zapewnić skazanemu możliwość ucieczki i obrony oraz po drugie, żeby nie naruszać jego wolności.
Rodzajem kary był również ostracyzm. Przyjmował on dwie formy. Pierwsza z nich była równoległa do kary, to jest człowiek skazany wyrokiem jednocześnie narażony był na psychologiczne lub społeczne sankcje. Mogły one występować również jako szamańskie klątwy, których efektem miało być przeklęcie lub nawet śmierć skazanego. Drugi sposób wyrażania społecznej dezaprobaty następował, gdy skazany odmówił uznania wyroku. Uznawano go wtedy za wyjętego spod prawa, co oznaczało, że każdy, kto go spotka może go bez żadnych konsekwencji pozbawić życia lub wygonić (banicja), co również prowadził miało do śmierci.
System prawny Kapauku odznaczał się także sprawnością w dostosowywaniu się do zmian. Prawo zmieniało się, gdy zmieniał się zwyczaj lub gdy wyjątkowo wpływowy tonowi proponował jakiekolwiek poprawki do istniejącego prawa. W tym drugim przypadku nikt nie był zmuszony do przestrzegania tego nowego prawa, ale jego uznanie wzrastało wraz z przyjmowaniem go przez większą ilość jednostek.

B. Lex mercatoria
Inną formą, jaką może przybrać prawo policentryczne, jest prawo istniejące wespół z prawem państwowym. Oba systemy prawne wzajemnie się uzupełniają; prawo prywatne wypełnia lukę pozostawioną przez państwo - jest emanacją woli jednostek zmierzających do uregulowania kwestii relewantnych w sposób ułatwiający rozwiązywanie powstałych problemów. Przykładem takiego porządku prawnego jest istniejące w średniowiecznej Europie lex mercatoria (prawo kupieckie). Wyrosło ono z praktyki powstałej po upadku Cesarstwa Rzymskiego, której celem było ułatwienie i ekspansja działalności handlowej w rozsadzanej wojnami Europie ery wikingów. "Od szóstego do dziesiątego wieku, handel prawie nie istniał. Jednakże, od wieków jedenastego i dwunastego, szybkie zwiększanie rolniczej produktywności oznaczało, że mniej pracy potrzebowano, żeby wyprodukować wystarczające ilości jedzenia i ubrania w celu utrzymania populacji". Ludność, dzięki powstałej tą drogą nadwyżce produkcyjnej, przenosiła się do miast, co doprowadziło do wyłonienia się profesjonalnej grupy handlarzy. Wraz ze wzrostem aktywności oraz zasięgu interpersonalnej wymiany dóbr, pojawił się problem barier ograniczających możliwości porozumienia w przypadku sporów między kupcami, miastami, ludnością etc. Handlarze mówili różnymi językami, mieli odmienne przyzwyczajenia, pochodzili z różnych środowisk. Często przystosowanie się do warunków panujących w danym mieście, regionie czy państwie sprawiało im trudność i skutecznie zniechęcało do podejmowania, szczególnie wtedy ryzykownych, wypraw poza miejsce zamieszkania. Powstanie kodu ujednolicającego poszczególne zwyczaje odzwierciedlało więc nagłą potrzebę, przed jaką stanęło środowisko kupieckie. "Kupcy poczęli załatwiać interesy poza lokalnymi granicami, przenosząc innowacyjne praktyki handlowe do zagranicznych rynków. Mobilność handlarzy szła w parze z mobilnością lokalnych zwyczajów. Prawa poszczególnych miast, zwykle centrów handlowych, nieuchronnie stawały się dominującymi kodyfikacjami zwyczaju na międzynarodową skalę". Prawo to wyłoniło się drogą naturalnej selekcji - najbardziej efektywne praktyki przenoszone były do innych ośrodków, zastępując stare, niesprawdzone zwyczaje i ułatwiając tym samym transakcje. "Do dwunastego wieku, prawo kupieckie ukształtowane było w stopniu, który zapewniał obcym handlarzom znaczącą ochronę w dysputach przeciwko lokalnym kupcom". Wraz z rozwijaniem i doskonaleniem prawa handlowego, było ono spisywane. Nie przybierało ono jednak formy kodyfikacji, lecz kontraktów.
Decyzje podejmowane przez sądy musiały być respektowane; jest to ogólny warunek skuteczności danego porządku prawnego. Regułą jest, że wyroków sądowych przestrzegano. Jednakże, rzecz jasna, zdarzały się przypadki, gdy dany kupiec nie chciał uhonorować wyroku. "Handlarz, który złamał porozumienie nie był z pewnością wysyłany do więzienia, ale także nie pozostałby długo handlarzem, ze względu na podporządkowanie się egzekwowane przez współhandlarzy, ich potęgę nad jego dobrami, były znacznie bardziej skuteczne niż fizyczny przymus". Podstawową formą represji, jaka mogła spotkać kupca, był więc ostracyzm. Inni kupcy zaprzestaliby handlu z delikwentem. Kupiec taki, złamawszy podstawową zasadę dobrej wiary, tracił zaufanie, a żaden sędzia nie wydałby ponownie wyroku na jego korzyść - była to de facto banicja ze środowiska kupieckiego.
Proces w sądach kupieckich opierał się na prostych i nieformalnych zasadach. Dzięki temu procesy przeprowadzano szybko, co było podstawową zaletą ze względu na to, że strony w procesie pochodziły z różnych miejscowości, regionów czy krajów. Przedłużanie się procesu wpłynęłoby na zniekształcenie prowadzenia handlu, do czego, z oczywistych powodów, nie chciano doprowadzić. Żeby tę sprawność wyrokowania zapewnić, sędziowie musieli być specjalnie dobrani - najczęściej byli to członkowie środowiska kupieckiego, wybierani przez wzgląd na ich największą wiedzę o sprawach handlowych, "doświadczenie kupieckie, obiektywność i staż w społeczności kupieckiej"; podstawowym czynnikiem była więc charyzma, jaką sędzia miał się odznaczać i estym, jaką był obdarzany. Sędziowie opierali się w wyrokowaniu na zwyczaju; preferowali zastosować doświadczenia z innych procesów niż tworzyć nowe zasady prawne. Zwyczaj przeważał nie tylko w końcowej fazie postępowania, tj. ogłoszeniu wyroku. Również ustalanie faktów, zbieranie dowodów, przesłuchania świadków prowadzone były według reguł zwyczajowych. Prawo dzięki temu osiągało znaczny stopień pewności - było stałe, niezmienne i przewidywalne.
Procedura nie przewidywała apelacji; proces prowadzono ustanie, nie pisemnie; unikano długich zeznań pod przysięgą; nie wymagano notarialnego zaświadczenia; długi regulowano bez żadnego pisemnego polecenia; wszelkie działania pośredników stron uznawano za ważne bez konieczności formalnej autoryzacji; przenoszenie własności bez fizycznego dostarczenia przedmiotu - wszystko to zostało opracowane i wprowadzone w życie w procedurze właściwej dla sądów kupieckich, żeby usprawnić proces wyrokowania. Ulepszenia te obniżały również koszty transakcyjne oraz sprzyjały odformalizowaniu procesu. Dlatego właśnie kupcy je akceptowali.
Lex mercatoria, w przeciwieństwie do prawa państwowego, nie opierało się na przymusie. Co sprawiało więc, że było przestrzegane? Fuller uznawał, że działo się tak ze względu na sam handel, który jest dobrowolną wymianą między jednostkami. "Jedynie drogą wolnego rynku może powstać dokładny miernik wartości różnorodnych dóbr". Podstawową rolę odgrywała zasada wzajemności, "złożona z serii aktów, z których każdy jest altruistyczny w krótkiej perspektywie (...), ale które razem zwykle czynią każdego uczestnika bogatszym". Handel, jak wiemy, nie jest grą o sumie zerowej; na wymianie zyskują obaj partycypanci. Jak pisze Murray Rothbard, "kiedy kupuję za dziesięć centów gazetę, dochodzi do wzajemnej korzystnej wymiany: ja przenoszę na sprzedawcę gazet swoje prawo własności dziesięciocentówki, a on na mnie - swoje prawo własności gazety. Dokonujemy tej transakcji, ponieważ, w warunkach podziału pracy, uznaję, że gazeta jest dla mnie warta więcej niż dziesięć centów, a sprzedawca gazet woli mieć dziesięć centów niż gazetę". Sytuacja ma się analogicznie z przestrzeganiem prawa, będącego wypadkową interpersonalnych transakcji. Obie strony zgadzają się na podporządkowanie się danemu porządkowi prawnemu nie ze względu na przymus, na którym to prawo się opiera, ale z powodu antycypacji korzyści, jakie mogę wynieść z zawieranej transakcji (prawo jako wymiana). Nikt nie podporządkowałby się dobrowolnie prawu, które jest niesprawiedliwe. "Wyrok miał być poddany międzynarodowym standardom sprawiedliwości, a nie być jedynie zgodny z osobliwością danej zasady czy sędziego, który działał w lokalnej jurysdykcji". Obiektywizm będący naczelną zasadą tego prawa, działającego na zasadzie equity, zapewniał kupcom jasność wyrokowania, sprawiedliwość i pewność, co przenosiło się na skuteczność i popularność tego systemu.

C. Dziki Zachód
Pierwszą formą pozaprawnej organizacji, która powszechna była na terenach Stanów Zjednoczonych były tzw. claims associations (zwane również land clubs). Powstawały one przede wszystkim na terenach, na których osadnicy pojawiali się przed urzędnikami państwowymi, tj. na obszarach, gdzie nie docierał faktyczny zasięg państwowej jurysdykcji, choć według ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych obszary te podlegały prawu federalnemu. Przyczyną powstania tych organizacji była chęć zabezpieczenia praw własności pionierów. "Żadne prawo Kongresu nie chronił praw do ziemi, którą wybrali i do ulepszeń, których dokonali. Prawnie byli intruzami; faktycznie byli uczciwymi rolnikami". Prezentowały więc one nie tylko konieczność uregulowania najpilniejszych spraw, ale również zdecydowanie i stanowczość osadników w określaniu prawnego stanu rzeczy.
Każda claims association przyjmowała własną konstytucję oraz regulamin określający władze, wynagrodzenia, tryb orzekania, sposób wyboru członków i procedurę rejestracji tytułów do ziemi. Konstytucja nie była jednakże niczym innym jak zbiorem reguł, swego rodzaju statutem. Najbardziej znanym przykładem takiego dokumentu jest konstytucja claim association z Johnson County (Iowa). Ustalała ona nie tylko skład zarządu (przewodniczący, wiceprzewodniczący, pisarz i kronikarz), ale również przewidywała wybór siedmiu sędziów. Zarząd wybierany był na roczne kadencje, od 11 marca do 10 marca roku następnego. Do kompetencji przewodniczącego należało zwoływanie zgromadzeń w jakimkolwiek terminie uznanym przez niego za stosowny oraz utrzymywanie na nich porządku. Wiceprzewodniczący zastępował go w wykonywaniu tych funkcji w razie jego nieobecności. Pisarz i kronikarz mieli za zadanie zapisywanie dokładnego przebiegu zgromadzeń oraz wszelkich roszczeń wniesionych przez klientów. Jeśli chodzi o sędziów, pięciu z nich mogło sformować sąd; w takim składzie decyzja sądu podejmowana była większością głosów, to jest za wyrokiem musiało optować trzech sędziów. Ponadto, jeden z sędziów zajmował się przyjmowaniem przysiąg, a dwóch, zwanych marszałkami, miało egzekwować decyzje sądu (w razie konieczności mogli oni zwołać tylu członków organizacji, ilu uznali za potrzebnych, żeby wykonać wyrok).
Celem, w jakim zakładano claims assocations była obrona tytułów do ziemi zdobytej metodą homesteading nie tylko przed innymi obszarnikami, ale również przed państwem. Niektóre z tych organizacji tworzono wyłącznie dla ochrony przed spekulantami, którzy chcieli uzyskać prawa do posiadanych przez farmerów ziem i często, ze względu na sporządzanie ewidencji gruntów, odnosiły sukcesy. Żeby temu przeciwdziałać claims associations prowadziły własne rejestry; proces rejestracji ziemi opisany był w konstytucji. Związki rozstrzygały również spory dotyczące własności ziemi między członkami. Strony pozostające w sporze musiały złożyć w depozycie pewną sumę pieniędzy, w przeciwnym razie uchylający się od zapłaty ukarany zostanie grzywną. Jeśli ktokolwiek sprzeciwiał się prawom wydawanym przez organizację, "nie będzie dłużej uznawany za członka, a jego imię zostanie usunięte z organizacji i poddany zostanie szczegółowej obserwacji".
Drugą interesującą nas formą związku prawotwórczego właściwego dla Dzikiego Zachodu były osady górnicze (mining camps) oraz skorelowane z nimi wagon trains (tj. karawany przemierzające rubieże Dzikiego Zachodu w celu odnalezienia miejsca do osiedlenia się), które rozpatrywać będę tutaj łącznie, nie tylko ze względu na ich współwystępowanie na jednym obszarze w jednym czasie, ale także bardzo bliskie podobieństwo. Ich powstanie wywołane było przez wzrost natężenia osiedlania się po odkryciu złota w Kalifornii w 1848 roku. "Nie było żadnego autorytetu konstytucji w tym kraju, ani żadnego sędziego czy oficera w promieniu pięciuset mil". Żeby przeciwdziałać szerzącemu się nieporządkowi, zakładano związki górnicze mające uregulować najbardziej palące kwestie, takie jak własność udziałów w kopalni oraz rudy. Zgodnie z teorią Davida Friedmana, osady te różniły się w zależności od upodobań i gustów ludzi je tworzących. Odzwierciedlało się to w przyjmowanych przez organizacje konstytucjach. Co ciekawe, prawie powszechny był zakaz osiedlania się prawników, dzięki czemu osadnicy mogli swobodnie (tj. zgodnie z zasadami woluntaryzmu) ustalić obowiązujące zasady i prawa. Osady górnicze nie posiadały systemu sądowniczego per se; spory były rozstrzygane przez grupę obywateli (których nazwać może przysięgłymi), spośród których wybierano sędziego i przysięgłych, wezwaną do wydania decyzji. Jeśli jedna ze stron była niezadowolona z decyzji, mogła ona wezwać całą osadę, żeby osądziła czy wyrok wydany jest sprawiedliwy. Przyglądając się bliżej instytucjom właściwym dla ówczesnej rzeczywistości, rzuca się w oczy przede wszystkim ich relatywne zaawansowanie w porówaniu do procedur europejskich. Po pierwsze, oskarżony miał prawo do obrony, nie był uznany za winnego dopóki nie został skazany (tj. obowiązywało domniemanie niewinności). Po drugie, wielką wagę przywiązywano do materiału dowodowego, jako że to dzięki niemu określano winę i jej brak. W kompanii z Illiniois przestępstwa były podzielone na trzy kategorie: wykroczenia, przestępstwa z użyciem broni oraz zabójstwa. Za każde z nich obowiązywała nie tylko inna kara, ale również procedura orzekania. Zawsze w takim przypadkach zwoływano zebranie, które miało zdecydować większością głosów czy czyn zasługiwał na podanie go pod sąd. Jeśli postanowiono twierdząco, wybierano spośród wszystkich członków (poza personalnie zainteresowanymi procem) pięciu przedstawicieli, których zadaniem było rozstrzygnięcie sprawy. W pierwszym przypadku, orzekano większością głosów; w drugim obowiązywała jednomyślność, a sędziowie, zamiast określania czy sprawca jest winny, czy nie, deliberowali czy bezpieczne jest podróżowanie razem z nim - wyrok skazujący oznaczał banicję. W wypadku morderstwa, ilość sędziów zwiększano do dwunastu; jak poprzednio obowiązywała jednomyślność, ale odmienna była procedura: jeśli pierwsze dwunastka nie może się zgodzić, wybierano drugą i tak dalej aż do trzeciej. Jeśli trzecia grupa sędziów nie opowiedziała się za skazaniem, uznawano niewinność pozwanego. Jeśli natomiast okazał się on winny, skazywano go na śmierć. Jak podkreśla John Phillip Reid, ze względu na mnogość tych możliwości pozwany "mógł narzekać na sądownictwo, ale nie na niesprawiedliwość". Warto zwrócić uwagę, co zresztą decyduje o określeniu prawa tworzonego przez mining camps jako policentryczne, że poszczególne związki współpracowały między sobą. Powszechnie uznawano skazanych za kryminalistów, kary można było wykonywać i przestępców osądzać w różnych osadach. Znano również instytucję apelacji, którą można było również wnosić do sądu w innej osadzie.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dobry art, wsio zebrane do kupy, a w języku polskim w sumie ta tematyka była stosunkowo rzadko poruszana.

Tylko weź ziom pomyśl nad zmianą kolorystyki/czcionki/layouta bo strasznie słabo sie to czyta.
joł

Kot Behemot

Trikster pisze...

Ale co, większa czcionka czy co? Layout zostaje, bo mi się podoba. Poza tym, masz na Frizonie, więc nie marudź. ;)

Anonimowy pisze...

nie czytam Frizony %-)
Kot B.

Premislaus pisze...

http://pl.wikipedia.org/wiki/Policentryczny_system_prawa

Dodaj sobie linki :).

Prześlij komentarz

Polub blogaska

Wystąpił błąd w tym gadżecie.