poniedziałek, 17 stycznia 2011

O intentio operisologii cz. 5

Autor i jego intencja
Przejdę teraz do zbadania istoty intencji autora. Jak napisałem wcześniej, jest to taka strategia interpretacyjna, która za swojego bohatera uznaje autora. Istotne w tym kontekście wydaje się zauważenie, że mowa jest o autorze empirycznym, czyli o osobie, która napisała tekst, o twórcy dzieła, a więc o tej postaci, która odpowiedzialna jest za nadanie tekstowi niejako „zastanego kształtu”. Nazwisko autora jest, jakby nie spojrzeć, nazwą własną. Nie jest ono wyłącznie odniesieniem (reprezentacją), lecz spełnia również inne funkcje. Obejmuje ono bowiem rozliczne deskrypcje. Umberto Eco to nie tylko Umberto Eco (desygnat), lecz także – pierwszy profesor semiotyki, autor Imienia Róży, najbardziej znany semiolog, znawca literatury hermetycznej (hermetyki), twórca koncepcji dzieła otwartego, właściciel 50 tys. książek, i tak dalej (deskrypcje). Nie jest ono, jednakże, samą deskrypcją ani samym desygnatem. Stwierdzić raczej trzeba, że sytuuje się na granicy między jednym a drugim; innymi słowy – nie jest to zwyczajna nazwa własna.

Autor jawi się tutaj jako swego rodzaju podmiot tekstu, jako nie tylko jego właściciel, lecz także punkt odniesienia służący nam do uporządkowania naszej wiedzy. Spełnia wobec tekstu (tekstów) rolę klasyfikującą. Przypisanie grupy dzieł do nazwiska jednego „autora sugeruje, iż ustanowiono między nimi stosunki jednorodności lub pokrewieństwa, autentyczności, wzajemnego objaśniania czy wspólnego spożytkowania”. Nazwisko autora spełnia jeszcze inną funkcję: nadaje określony status danej wypowiedzi (danemu tekstowi) tak, że „nie ginie on w szumie codzienności”. Umożliwia to przyporządkowanie dzieła do autora, pozwala na stwierdzenie „to napisał ten a ten” czy „autorem jest ten a ten”. Autor nadaje więc tekstowi specyficzny sposób istnienia.
Jest to stanowisko zdecydowanie współczesne: „gdy tworzy się historię jakiegoś pojęcia, gatunku literackiego lub gałęzi filozofii, wyraźnie widać, że są one całkowicie podporządkowane owej pierwotnej, niewzruszonej i fundamentalnej całości, jaką stanowi autor”. Nowoczesna analiza tekstu nie może obyć się bez autora; jest on zwornikiem spajającym poszczególne elementy składające się na dzieło. Ma to swoje uzasadnienie w intelektualnych i politycznych korzeniach, które położyły podwaliny pod europejskie społeczeństwo, „które opuszczając średniowiecze ze zdobyczami angielskiego empiryzmu, francuskiego racjonalizmu i prywatną wiarą Reformacji, odkryło wartość jednostki (…) Obraz literatury, jaki możemy znaleźć w dzisiejszej kulturze, obraca się wyłącznie wokół autora, jego osoby, jego dziejów, upodobań i namiętności”. Czy jednak zawsze tak było i, co ważniejsze, czy tak być musi?

Śmierć autora!
Oczywiście, nie. Odpowiadając na pierwsza część pytania, autor jest koncepcją wyjątkową świeżą. Kategoria autora powstała, jak pisze Foucault, gdy uchwalono prawa, na mocy których można było pociągnąć autora do odpowiedzialności. Autor był więc potrzebny cenzorom, żeby ukarać krnąbrnych pisarzy, którzy nie przestrzegali prawa. Z drugiej strony, poczynając od przełomu XVIII i XIX w. autor rekompensował sobie to niebezpieczeństwo dzięki instytucji własności zabezpieczającej jego status jako właściciela tekstu. Przed tym okresem, jednakże, teksty były w większości anonimowe, tj. kategoria autora w ogóle nie była brana pod uwagę. Nie była ona również potrzebna do nadania dziełu waloru prawdziwości czy autentyczności – podstawowym kryterium była faktyczna lub domniemana dawność.
Jeśli chodzi o drugą część pytania, stwierdzić trzeba, że najznaczniejszym i najbardziej radykalnym oponentemintentio auctoris był francuski (post)strukturalista i semiolog, Roland Barthes. Nie on jedyny przeciwstawiał się intencji autora. Barthes wpisuje się bowiem z znacznie starszy ruch, którego przedstawicielami byli chociażby dwaj poeci francuscy, Stéphane Mallarmé i Paul Valéry, a także Marcel Proust.
Sprzeciw Barthesa wobec intentio auctoris zasadza się na argumencie, że „narodziny czytelnika trzeba przypłacić śmiercią Autora”. Podstawową kategorią interpretacji jest więc czytanie, akt przedsiębrany przez czytelnika. To właśnie czytelnik nadaje tekstowi sens, to on sprawia, że tkanka tekstu złożona z różnych sposobów pisania zaczyna nabierać znaczenia. Nadaje on tekstowi ład, porządek, spaja ze sobą poszczególne „ślady”. Autor jest abstrakcją; jedynie czytelnik, historyczny, konkretny czytelnik, jest władny nadać tekstowi sens. Tekst nie stanowi bowiem zwykłej sekwencji słów, za którą kryje się jednostkowy, „teleologiczny” sens. Samo istnienie takiego sensu jest niemożliwe z tego względu, że tekst, będący w gruncie rzeczy tworem kultury, jest li tylko zlepkiem cytatów mających swoje źródło w różnych zakątkach kultury. Jak twierdzi Barthes: „czytelnik to przestrzeń, w którą wpisują się (…) wszystkie cytaty, z jakich składa się pisanie”.
Autor, z drugiej strony, nie jest bogiem, którego intencję czytelnik ma odczytywać; w związku z tym pytania w stylu „Co autor miał na myśli?”, „Kto to mówi?”, „Co autor chciał przekazać”, itd. są bezużyteczne, gdyż w żaden sposób nie rozwijają naszej wiedzy. Pisarz nie jest twórcą, tworzącym coś z nicości, niczym bóg; jest on wyłącznie kopistą, skryptorem, który może jedynie naśladować to, co już było. Władny jest on tylko do wyboru sposobów pisania, do mieszania ich, antagonizowania, łączenia. Zadaniem interpretatora nie jest więc ustalenie tego, co myślał autor empiryczny; nie chodzi o „rozszyfrowanie” dzieła, o odczytanie kodu za nim stojącego ani o znalezienie klucza do odczytania dzieła. Wynika to z faktu, że tekst nie posiada ustalonego, ponadczasowego znaczenia, a już na pewno jego wyznacznikiem nie jest osoba autora. Tekst nie zna granic; jedyną jego granicą jest czytelnik. Dzieło, odjęte od ręki autora, zaczyna żyć własnym życiem. Następuje tym samym śmierć autora, gdy twór oddziela się od swojego źródła. Literatura „odżegnując się od przypisania tekstowi (…) jakiejś , czyli ostatecznego sensu, wyzwala aktywność, którą można by nazwać aktywnością kontrteologiczną (…), gdyż odmowa położenia kresu sensowi to w ostatecznej instancji odrzucenie samego Boga”. Wniosek wynikający z rozważań Barthesa jest dość jasny: to nie intencja autora jest konstytutywna dla dzieła, lecz czytelnika, a więc autor musi w literaturoznawstwie ustąpić miejsca temu, kto nadaje tekstowi sens.

Śmierć autora?
Czy jednak da się definitywnie i bezapelacyjnie usunąć autora ze sceny? Czy można odseparować autora empirycznego od teksu jako takiego? Większość krytyków, nie zgadzając się z Barthesem, odpowiada na powyższe pytania negatywnie: autora musimy pozostawić, co prawda w mocno ograniczonej i okrojonej formie, ale nie możemy z niego do końca zrezygnować.
Umberto Eco, na ten przykład, stoi na stanowisku, że branie pod uwagę intencji autora empirycznego jest bezużyteczne. Zadaniem interpretacji jest bowiem wytworzenie Czytelnika Modelowego, a odgadywanie tego, co chciał przekazać autor nijak nie prowadzi do tego celu. Intencja autora nie jest więc „podstawą, na której powinno budować się interpretację tekstu. W momencie ukończenia pracy nad dziełem autor traci do niego wszelkie szczególne prawa”.
Jednakże, „wyeliminowanie biednego autora jako czegoś nieistotnego w przygodzie interpretacji może się wydawać dość brutalne”, występują bowiem przypadki, w których uwzględnienie osoby autora w naszym odczytaniu dzieła może przyczynić się do umiejscowienia dzieła w odpowiednim kontekście. I faktycznie, autor może służyć za swego rodzaju wskazówkę ukazującą słownik, jaki był dostępny autorowi w momencie publikacji dzieła. Bierzemy więc pod uwagę kontekst wypowiedzenia – pomocne będą w tej mierze dane biograficzne o autorze, epoka, w jakiej żył, o czym pisze Eco, ale również wszystkie czynniki wpływające na słownik (zaplecze kulturowe, środowisko, znajomość języków obcych, i tak dalej). "A jeśli wolą autora lub wskutek przypadku dzieło dotarło do czytelników pozbawione nazwiska, natychmiast rozpoczynała się zgadywanka. Nie można znieść literackiej anonimowości, a jeśli tak, to tylko w postaci zagadki”. Co się dzieje, gdy tekst jest anonimowy, gdy np. zostanie odnaleziony w butelce? Nasza wiedza będzie znacznie bardziej ograniczona, nie będziemy znać kontekstu wypowiedzenia, przez co niemożliwe będzie zweryfikowanie słownika używanego przez autora ze słownikiem stosowanym przez odbiorcę. Interpretacja będzie z tego względu bardziej swobodna.
Co więcej, istnieje jeszcze jedna kategoria autora, która może okazać się pomocna w ustaleniu intencji dzieła. Jest nią Autor Liminalny (Progowy). Nie jest on ani autorem empirycznym, ani niezidentyfikowanym Autorem Modelowym. Sytuuje się on na granicy (progu, stąd nazwa) między „intencją danej jednostki [autora empirycznego – przyp. Trikster] a intencją językową przejawioną w strategii tekstowej”. Ujmując słowami Mauro Ferraresiego, „Autor liminalny jest mechanizmem semiotycznym, którego funkcją jest filtrowanie intencji i uczuć autora w tekście. Niewątpliwie ma to miejsce za pośrednictwem samego tekstu, jako że, jako znak, jest on dobrym przekaźnikiem intencji i uczuć. Autor Liminalny upostaciowuje inferencyjne poszukiwanie fikcyjnych hipotez (…) zabarwionych oryginalnymi kolorami”. Strategia wyrażana w Autorze Liminalnym nie polega na przypisywaniu autorowi jakiejś konkretnej intencji, gdyż intencja zakłada celowość; polega ona zaś na tym, że uznajemy, iż słowa stosowane przez autora wyrażają pewne znaczenia (zwykle podświadomie), z których autor empiryczny nie zdawał sobie sprawy, a które my możemy wydobyć na światło dzienne.
Jest jeszcze jeden przypadek, twierdzi Eco, w którym to, co autor ma do powiedzenia, może być ciekawe. Jest nim sytuacja, gdy mamy do czynienia z żyjącym autorem, którego dzieło poddano procesowi interpretacji: autor, już po napisaniu tekstu, może sam go zinterpretować. Jako że nie ma on nadzwyczajnych praw do tekstu, jego interpretacja dokonywana będzie z perspektywy czytelnika, nie autorytetu. Często okazuje się jednak, że autor posiada więcej informacji na temat tekstu niż zwykły czytelnik, dzięki czemu jest władny pokazywać rozbieżności między intencją tekstu a intencją autora empirycznego. Eco wtóruje Stanley Fish: „autor jest w stanie stać się swym własnym czytelnikiem i decydować, że poprzez swe słowa miał na myśli coś innego, niż poprzednio myślał. Taki autor-czytelnik nie ignoruje intencji, lecz zmienia ich charakterystykę; (…) interpretuje (…) w taki sposób, który prowadzi do nowego rozumienia jego intencji”.

PDF

8 komentarze:

smootnyclown pisze...

Ok,
powołujesz się na Eco, raz na Foucault. Pytanie_być_może_retoryczne: czytałeś tego Foucault o którym myślę, nie?
Bo ja mam taką myśl. Skoro to, co piszesz, opiera się głównie na Eco, a ja - z tego, co pamiętam - tak sobie myślę, że on się z tym Foucault dosyć zgadza. Tak, czy nie tak?

Anonimowy pisze...

"Zadaniem interpretacji jest bowiem wytworzenie Czytelnika Modelowego, a odgadywanie tego, co chciał przekazać autor nijak nie prowadzi do tego celu. Nie jest więc ona „podstawą, na której powinno budować się interpretację tekstu."
Czy tu chodzi na pewno o Czytelnika Modelowego, czy ja to niezgodnie z - nomen omen - intencją autora zinterpretowałem? Dalej, czy ona odnosi się do autorki tekstu, jeśli wychodzisz naprzeciw feministycznym postulatom?

Trikster pisze...

To jest Foucault z "Kim jest autor?". Więc tak, czytałem, bo jestem pewien, że o to Ci chodzi. :) Problem z zestawieniem Eco i Foucaulta jest taki, że ten drugi bardzo pobieżnie odnosi się do tego, co mnie interesuje, czyli intencją. Wniosek jest taki, że jeden i drugi piszą o różnych w gruncie rzeczy sprawach, więc ich porównanie nie jest zbytnio możliwe. Eco zajmuje się tym, co pozostaje z autora w samej interpretacji, Foucault zaś tym, jakie problemy wywołuje pozbycie się autora z interpretacji oraz społecznym i historycznym statusem autora. Mnie temat Foucault średnio interesuje w kontekście tego, co piszę. Ciekawsze są jego przemyślenia na temat pojęcia dzieła, ale o tym będzie w następnej części. :)
Mam nadzieję, że choć trochę odpowiedziałem na pytanie. :)

Trikster pisze...

Jak bum cyk cyk chodzi o Czytelnika Modelowego. Cytat z Eco brzmi: "Jeżeli przyjąć moją ideę interpretacji tekstu jako odkrywania strategii zmierzającej do wytworzenia czytelnika modelowego", itd. (s. 65).

"Dalej, czy ona odnosi się do autorki tekstu, jeśli wychodzisz naprzeciw feministycznym postulatom?"
Niezbyt rozumiem. Jaka "ona"? Interpretacja? Jeśli tak, to jak może się do czegoś odnosić i skąd wzięły się postulaty feministyczne? Chyba, że chodzi Ci o to, że w duchu Rorty'ego powinienem pisać "autorka" zamiast "autor", "interpretatorka" zamiast "interpretator", itd. :)

smootnyclown pisze...

ok, nie znam Eco, więc tu dopytuję. Natomiast to, co wyczytałem wyżej, jako żywo przypomina mi coś, co Foucault nazwał bodaj "funkcją autora". Stąd zapytałem, czy dalej opierasz się na Eco (jeśli tak, to dostrzegam podobieństwa z Foucault), czy już na Foucault i nie zauważyłem tego przejścia:)

Trikster pisze...

Aaa, to tak. Tyle że z funkcją autora Foucault nie jest chyba zbyt oryginalny, tylko wpisuje się w szerszy nurt. Więc to cały czas jest Eco.

Anonimowy pisze...

"Nie jest więc ona "podstawą, na której powinno budować się interpretację tekstu. (...)"
O tę "ona" mi chodziło. Odnosi się do interpretacji? Jeśli tak, to też niewiele kumam. Jeśli do autora/ki, to już bardziej :)
-fender

Trikster pisze...

Aaa. :) "Ona" to intencja autora. :) Fakt, chyba to poprawię, bo nie zauważyłem, że mi coś umknęło.

Prześlij komentarz

Polub blogaska