niedziela, 9 stycznia 2011

O intentio operisologii cz. 4

Dwie intencje
Jeśli intentio operis jest w miarę jednoznaczne i określone (choć nijak nie zmienia to faktu nieuchwytności tego pojęcia), sytuacja ma się zgoła inaczej z pozostałymi dwoma intencjami. Napotykamy tu problemy natury rozmaitej, począwszy od ekwiwokacji, poprzez wieloznaczność aż do trywialności. Nie oznacza to jednak, że próba uchwycenia sensu tych zjawisk będzie z góry skazana na porażkę. Wręcz przeciwnie – jak postaram się udowodnić, dokładne rozważenie intencji czytelnika i intencji autora da mi lepszy wgląd nie tylko w intencję dzieła, ale także w samą działalność interpretacyjną.

Najpierw zajmę się intencją czytelnika. Zanim rozpoczniemy jakąkolwiek analizę, trzeba zauważyć, że wyróżnić możemy dwa różne znaczenia tego pojęcia. Często stosuje się je zamiennie, co w oczywisty sposób prowadzi do ekwiwokacji, ale jest jednocześnie całkiem niezłym chwytem retorycznym. Pierwsze rozumienie sprowadza się do stanowiska Stanleya Fisha i stanowi, że nie ma niczego poza interpretacją. Podejście to określę mianem paninterpretacjonizmu. Drugie zaś jest strategią interpretacyjną (a więc jest to termin węższy) nakierowaną na czytelnika, którego interpretacja nie jest niczym ograniczona. Rozważę te dwa rozumienia po kolei.

Painterpretacjonizm
Czy faktycznie nie ma niczego poza interpretacją? Nie sposób zaprzeczyć. Dokonujemy aktu interpretacji zawsze wtedy, gdy znajdujemy się w jakiejś sytuacji, a w jakiejś sytuacji znajdujemy się zawsze, niezależnie czy gramy w piłkę, czytamy książkę czy jemy obiad. Nasze usytuowanie w jakimś kontekście z góry określa cele przyświecające naszej interpretacji, znaczenia, jakie nadajemy znakom. „Ponieważ zawsze jesteśmy we władaniu jakiejś interpretacji, nie jest możliwe osiągnięcie poziomu znaczenia poniżej interpretacji czy też ponad nią”. Nie sposób postrzegać czegoś niezależnie od kontekstu, bo samo to postrzeganie już znajduje się w jakimś kontekście, już narzuca nam ten kontekst. Zjawisko to określamy mianem „instytucjonalnego zagnieżdżenia”. Oznacza to, że nie tylko wypowiedzenie jakiegoś zdania poza kontekstem jest niemożliwe; niemożliwe jest samo pomyślenie o czymś poza kontekstem, poza jakimś punktem odniesienia.
Najprościej rzecz ujmując, według paninterpretacjonizmu wszelkie znaczenie jest kontekstowe. Oznacza to, że wszelkie kategorie języka, wszystkie znaczenia są konwencjonalne, a nie esencjonalne. Nie odnoszą się one z własności świata, nie są implikacją poznania prawdy w sensie klasycznym ani nie wynikają z racjonalnej analizy rzeczywistości. Stwierdzić trzeba raczej, że coś będzie miało takie znaczenie, jakie sugerują nam nasze „założenia interpretacyjne”. Tekst, znak jest ustalony raz na zawsze właśnie przez nasze pojmowanie kontekstu, nasze usytuowanie we wspólnocie interpretacyjnej, która jest właśnie tą wspólnotą, której członkowie podzielają wspólne założenia interpretacyjne. Założenia te zwykle przyjmowane są implicite, a nie explicite, w ramach danej społeczności. Jest to zdecydowanie wiedza życia codziennego, o jakiej piszą Berger i Luckmann, wiedza milcząca u Michaela Polanyi'ego, wiedza rozproszona, do której odnosi się Friedrich A. von Hayek, i wiedza praktyczna w ujęciu Michaela Oakeshotta. Ma ona charakter kulturowy, społeczny, okolicznościowy.
W związku z tym, każde znaczenie będzie dosłowne, stałe, jako że jest ono zarezerwowane dla konkretnego przypadku interpretacyjnego, lecz nie zawsze będzie dosłowne w ten sam sposób. Dosłowność oznacza tutaj oczywistość w danej sytuacji, a nie „nieusuwalność treści”; jeśli dane znaczenie będzie wydawać się nam tak oczywiste, że trudno nam pojąć, jak można zrozumieć je inaczej, będziemy mówić o dosłowności. Ujmując inaczej, znaczenie jest stałe „na więcej niż jeden sposób, jako że rozmaitość założeń interpretacyjnych wytwarza rozmaitość stałych kształtów”. Widać zatem, że żaden znak nie jest ani jednoznaczny, ani wieloznaczny. Wielo- czy jednoznaczność nie jest bowiem cechą języka, a oczekiwań, z jakimi podchodzimy do danego znaku. Owo znaczenie narzuca nam kontekst, a, jak wiemy, kontekst jest zmienny. „Wynika z tego, że podczas gdy żadne zdanie nie jest wieloznaczne w takim sensie, że ma (…) więcej niż jedno znaczenie, każde zdanie jest wieloznaczne w takim (…) sensie, że jedyne znaczenie przyjmowane przez nie może się zmieniać”. Można, jednakże, powiedzieć, które ze znaczeń jest bardziej normalne niż inne, tj. które jest bardziej oczywiste i prawdopodobne w danym kontekście.
Przenosząc to na grunt samej interpretacji, stanowisko paninterpretacjonistyczne stanowi, że nie jest możliwe błędne odczytanie danego znaku czy tekstu. Odczytanie oznacza bowiem połączenie słów i uszeregowanie ich w pewną, mającą znaczenie całość. Jako że podmiotem interpretacji zawsze jest odbiorca, to jego zadaniem jest określenie sensu danej wypowiedzi, co implikuje, że znaczenie nie jest dane. Błędna interpretacja polega raczej na złym przedczytaniu (misprereading) – niepoprawnym odczytaniu intencji nadawcy znaku, niewzięciem pod uwagę przedzałożeń przyjmowanych przez nadawcę czy też pod błędnym określeniu struktury interesów. Można zadać w tym punkcie pytania: czy interpretacja jest nieograniczona? W oczywisty sposób odpowiedź jest negatywna. Interpretacja ograniczona jest instytucjonalnie, tzn. przez strukturę interesów i założeń, w ramach której jest podejmowana. Można by wręcz stwierdzić, że sama interpretacja jest strukturą ograniczeń. Zawsze mamy więc prawo do wykluczenia pewnych odczytań. Dane interpretacje zostaną odrzucone np. przez wzgląd na brak atrakcyjności, nieprzekonującą argumentację lub niesprzyjające okoliczności. Jednakże, źródłem tego odrzucenia „nie jest tekst, lecz wytwarzające tekst strategie interpretacyjne uznawane w danej chwili”.

Wszystko ujdzie – czyli nadinterpretacja w natarciu
Tytuł tego podrozdziału jest mylący z prostego powodu – jest nadinterpretacją. Nie jest bowiem tak, że „wszystko ujdzie” (czy też „nic świętego”) tak do końca. Jak Paul Feyerabend powściągał dążenia naukowca np. barierami instytucjonalnymi, funkcją badań naukowych lub zapatrywaniami środowiskowymi, tak interpretacja, również ta z przedrostkiem nad-, jest ograniczona. Tym czynnikiem ograniczającym jest kontekst. Natrafiamy jednak na pewien szkopuł: „sam kontekst nie jest niczym ograniczony; zawsze znajdą się nowe możliwości kontekstowe, wyznaczenie granic jest zatem jedyną rzeczą, której zrobić nie możemy”.
Na takim właśnie braku ograniczeń znaczeniowych polega praktyka dekonstrukcyjna. Możemy więc nadać tekstowi (znakowi) znaczenie zupełnie dowolne, o ile jest to zgodne z kontekstem. Dekonstrukcjoniści chcą więc osiągnąć znaczenie, które jest dosłowne (bo, jak stwierdził Fish, inaczej się nie da), lecz które jest mniej oczywiste w danej sytuacji, takie, które będzie błędnym przedczytaniem. Przedczytanie takie podjęte ma być z premedytacją, specjalnie. Jaki jest jego cel? Jest to przede wszystkim zwiększenie naszej wiedz; nadinterpretacja może być bowiem niezmiernie płodnym źródłem informacji o języku czy świecie. Spełnia swoje zadanie, poddając przesadnej analizie te elementy tekstu, które są zupełnie przypadkowe; zajmuje się każdym szczegółem, który wyda się interesujący, choćby nie był istotny dla samego tekstu; bawi się słowami, naginając reguły tego, co Wittgenstein określał „grą językową”; wyciąga z tekstu znaki, które wcale nie są oczywiste i „normalne” w danej sytuacji; neguje narzucający się kontekst na rzecz innego, zupełnie nieprzystającego do okoliczności; abstrahuje od obowiązującej struktury wiedzy instytucjonalnej, zanurzając tekst w zupełnie innych przedzałożeniach. Nadinterpretację napędzają ciekawość i zdziwienie, czynniki, których wyeliminować się nie da, gdyż stanowią one niezmiennie nieodłączny element ludzkiego działania.
Nadinterpretacja nie jest jednak uniwersalna; nie można jej zastosować w tym przypadku, gdy naszym celem jest osiągnięcie znaczenia, które jest w danym kontekście najbardziej oczywiste. Będzie ona bezużyteczna, jeśli zależy nam na jasności i klarowności, innymi słowy – na dosłowności, na najbardziej powszechnym rozumieniu. Nie jest jednak tak, że należy się jej bać czy unikać za wszelką cenę. Może ona okazać się bowiem użytecznym narzędziem, które doprowadzi nas do intentio operis.

PDF

5 komentarze:

smootnyclown pisze...

o, szkoda, że nie ma komentarzy:) Najlepsza część, wg mnie:)

Ale może wynika to z tego, że znam Fisha i rozumiem ocb:)

W każdym bądź razie, przeczytałem Dzieło otwarte. I teraz pytanie takie: czy to, co napisałeś (mogłem źle zrozumieć) jest zbieżne z tym cytatem:
[...] autor tworzy dzieło zamknięte, pragnie bowiem, aby zostało ono tak zrozumiane i dostarczyło odbiorcy takiego zadowolenia estetycznego, jakie on zamierzył. Z drugiej jednak strony, reagując na zespół bodźców i starając się zrozumieć ich wzajemne powiązanie, odbiorca czyni to z określonych pozycji, jego wrażliwość jest w swoisty sposób uwarunkowana, ma on określoną kulturę, gust, predylekcje, uprzedzenia, toteż odtworzenie pierwotnego kształtu dzieła dokonuje się z określonej, indywidualnej perspektywy.

Trikster pisze...

Ja dzieła otwartego nie czytałem. Przez chwilę zamierzałem, ale uznałem, że niezbyt warto.
Co do fragmentu, to jak na mój gust mówi on, że z jednej strony mamy intencję autora, a z drugiej czytelnika. Do tego miejsca zgoda. :) Intencja czytelnika nie jest jednak indywidualna w tym znaczeniu, że to sam czytelnik nadaje sens tekstowi. Jego percepcja uwarunkowana jest bowiem, jak zresztą jest napisane, kulturą. A skoro tak jest, to ta indywidualna perspektywa wpisuje się w szerszy schemat kulturowy, który determinuje interpretację. Zatem stanowisko czytelnika jest zarówno indywidualne, jak i kulturowe, co jest zdecydowanie bliższe Fishowi niż Eco.
Zresztą, dla mnie znacznie ciekawszy jest fragment następujący po tym zacytowanym przez Ciebie, tj. że każde dzieło jest zarówno otwarte, jak i zamknięte. Taka fajna Nietzscheańska perspektywa. :)

smootnyclown pisze...

a skąd wiesz, co jest po fragmencie, który cytowałem?:)

Trikster pisze...

Bo ściągnąłem sobie "Dzieło otwarte" z chomika. :)

smootnyclown pisze...

o, rzuć linka mailem:))

Prześlij komentarz

Polub blogaska