piątek, 21 czerwca 2013

Postmodernistyczne metafory

Postmodernistyczne metafory
Metafora stanowi niezmiernie istotną część myśli postmodernistycznej. Prawda, jak ujął to Nietzsche, to „ruchoma armia metafor”. Oznacza to, że na przestrzeni dziejów to, co uznawane jest obecnie za prawdę, kiedyś pełniło rolę metafory, czyli metafora przestała być metaforą, zaczęła być postrzegana „dosłownie”, przez co stała się prawdą. „Stare metafory nieprzerwanie umierają w dosłowności i służą następnie za podłoże i tło dla metafor nowych”1. Metafora to coś z istoty przygodnego – kształtowana jest przez kulturę, a ta, jak wiemy, nie posiada telos. Z tego, że język stanowi ciąg martwych metafor, wynika przeświadczenie o historyczności języka, jego zmienności i kontekstowości. Martwa metafora – metafora, która ma znaczenie, gdyż ze swej natury metafora jest go pozbawiona. Metafora nie posiada wartości logicznej, nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa. Nie ma miejsca w grze językowej ani na nią nie ma miejsca; język obywa się bez niej zupełnie dobrze, zastygając w dosłowności. Jednak nowe metafory pojawiają się, a stare znikają. Z czego to wynika?

piątek, 17 maja 2013

Kevin Carson "Repliki" cz. 2

Riposta do George`a Reismana
W przeciwieństwie do Waltera Blocka, Reisman jest zbyt wyćwiczony, żeby chociaż spróbować zdobyć się na najmniejszy przejaw poczucia humoru lub aby uznać, pro forma, mój pełen dobrej woli wysiłek włożony w napisanie książki. Chce krwi. Jak ostrzegł mnie zawczasu mój wydawca, recenzje wahają się od „musimy oświecić naszego pełnego dobrej woli i niejednokrotnie przenikliwego, choć mylącego się w kluczowych sprawach, towarzysza” po „zabić komucha!”. Reisman, jak się przekonałem, zakotwiczył się na prawym końcu tego spektrum.
Sam tytuł recenzji Reismana to błąd niedostatecznego uzasadnienia. Cały pierwszy akapit pozostaje w tym duchu. Reisman twierdzi bowiem, że moja książka „oparta jest na niewiarygodnej tezie, sprzecznej wewnętrznie, że kapitalizm, w tym także kapitalizm leseferystyczny, to system oparty na interwencji państwa, naruszającej zasady wolnorynkowe”. Przy okazji: jeśli wtrącenie Reismana, „w tym także kapitalizm leseferystyczny” w ogóle cokolwiek znaczy, to implikuje, że Reisman uznaje jakiekolwiek twierdzenie o państwowej interwencji nawet w nie-leseferystycznym kapitalizmie za niewiarygodne i wewnętrznie sprzeczne.
Celowo postanowiłem przywołać oryginalne, Hodgskinowskie znaczenie terminu „kapitalizm” z tego samego powodu, z jakiego niektórzy dwudziestowieczni obrońcy wolnego rynku zdecydowali się nadać mu boskie znaczenie: żeby coś udowodnić. Termin „kapitalizm”, w pierwotnym znaczeniu, nie odnosił się do wolnego rynku, a do etatystycznego systemu klasowego, w którym kapitaliści kontrolowali państwo, a państwo interweniowało w gospodarkę w ich imieniu. Wciąż jest on używany w tym znaczeniu przez niektórych wybitnych libertarian, np. R.A. Wilsona:

wtorek, 23 kwietnia 2013

Kevin Carson "Repliki" cz. 1

Replika” do Murraya Rothbarda
Nie jest to replika w dosłownym tego słowa znaczeniu – z tego oczywistego powodu, że artykuł Rothbarda poprzedził ukazanie się mojej książki. Mimo to, a również z tego powodu, że nadaje on ton temu wydaniu „Journal of Libertarian Studies” i zawiera pewne spostrzeżenia co do indywidualistycznego anarchizmu w ogóle, poczynię parę uwag na jego temat.

Nie jest tu miejsce na omówienia kwestii ziemi – tematem tym zajmę się później, w części skierowanej do Rodericka Longa. Chciałbym jedynie zauważyć, że określenie doktryny Ingallsa-Tuckera jako ograniczenia prawa właściciela ziemskiego do wyzbycia się „uczciwie nabytych praw własności” samo przez się nasuwa pytanie, czym owo uczciwe nabycie praw własności jest.

Jeśli chodzi o zagadnienie pieniądza i bankowości, muszę wytknąć Rothbardowi błąd – zinterpretował on bowiem system mutualistycznej bankowości Greene’a-Tuckera jako próbę inflacyjnego poszerzenia zasobów pieniężnych. Co prawda doktryna Greene’a-Tuckera jest często wrzucana do jednego worka (w szerszej kategorii „maniaków pieniądza”) ze zwolennikami kredytu społecznego, bimetalistami, itd., jednak w rzeczywistości znacznie się od nich różni. Greene i Tucker nie proponowali wywołania inflacji zasobów pieniężnych, a ich celem była eliminacja monopolistycznej ceny kredytu, której istnienie umożliwiają ustanawiane przez państwo ograniczenia wejścia: licencjonowanie banków czy wysokie wymagania kapitałowe dla instytucji zajmujących się udzielaniem wyłącznie zabezpieczonych pożyczek. Większość libertarian zaznajomiona jest z analogiczną krytyką przyznawania licencji zawodowych jako swego rodzaju gwarancją monopolistycznego przychodu dla dostawców usług medycznych, prawnych i innych. Koncesjonowanie i wymagania kapitałowe tak samo pozwalają sprzedawcom kredytu na sprzedawanie swoich usług po cenach monopolistycznych.

piątek, 12 kwietnia 2013

Manga "Akumetsu" - libertarianim czy anarchizm?

Kto z nas nie chciałby mieć supermocy? Któż nie chciałby wpływać na bieg dziejów dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom? Kto odmówiłby, gdyby zaoferowano mu/jej możliwość naprawy wszelkiego zła? Okej, znalazłoby się z całą pewnością całe mnóstwo ludzi, których taka perspektywa szczególnie nie pociąga (w tym ja), lecz faktem pozostaje, że jedyny nasz kontakt z supermocami będzie pośredni, a odbywać się będzie za pośrednictwem medium, jakim są książki, filmy, komiksy, itd. Taką podróż w krainę technologii (bo tak jest w tym przypadku) przedstawia manga Akumetsu.

Najpierw parę słów o fabule, bo, chociaż nie będzie głównym przedmiotem mojego eseju, jest ona całkiem interesująca. Bohaterem naszej opowieści jest Shou Hazama, choć chyba bardziej adekwatne byłoby po prostu nazywanie go „Shou”. Shou, na pierwszy rzut oka znudzony swoim życiem i roztargniony nastolatek, w rzeczywistości należy do terrorystycznej organizacji Akumetsu (co tłumaczy się jako „niszczyciel zła”). Co bardzo charakterystyczne, organizacja ta składa się wyłącznie z klonów Shou. Każdy z nich ma rzecz jasna swoje własne imię, ale żaden nie jest jednostką w tym sensie, że stanowi efekt klonowania i ma wielu „braci”, z którymi w pewnym sensie dzieli świadomość. Nie jest to jednak świadomość grupowa, bowiem polega na tym, że w momencie śmierci świadomość każdego klona wraca do „źródła”, głównego komputera będącego „dyskiem twardym” gromadzącym wszystkie dane w mózgu poszczególnego Shou, co pozwala na stworzenie nowej, ulepszonej, bo posiadającej wiedzę, umiejętności i zdolności poprzednika, wersji klona. Innymi słowy, każdy Shou jest w pewnym stopniu „osobny”, jako że prowadzi oddzielną egzystencję od reszty, ale informacje przez niego posiadane gromadzone są na wspólnym „dysku”, który stanie się udziałem każdego nowego klona powstałego po zabiciu (samobójstwie) poprzedniego. Można więc stwierdzić, że Shou jest w pewnym stopniu nieśmiertelny.

Polub blogaska

Wystąpił błąd w tym gadżecie.